Weekend w Brukseli – co warto zjeść, co odwiedzić?

Jak wiecie (albo i nie), ostatnio bardzo często zdarza mi się latać na krótkie, 3-4 dniowe weekendowe wypady. Nie miałam czasu zajmować się podróżami na studiach, ba – jako dziecko nigdy nie byłam na prawdziwych wakacjach. Rodzice nigdy nie przepadali za podróżowaniem. Nadrabiam to teraz na stare lata, zwiedzając ile się da. Nic tak nie kształci i nie poszerza horyzontów jak podróże. Poznawanie nowych ludzi, miejsc, kosztowanie potraw i oglądanie zupełnie innego trybu życia niż w Warszawie – dlatego cieszę się na każdą wyprawę, tą małą i tą dużą.

Rok 2015 zaczął się planowaną od dłuższego czasu podróżą do Brukseli. Cele były dwa: odwiedzić naszą serdeczną przyjaciółkę i spełnić jedno z moich wielu podróżniczych marzeń: zobaczyć Brugię. Kojarzycie czarną komedię z Collinem Farrelem (In Bruges)? Jedną z głównych ról gra tam właśnie to urokliwe miasteczko. Czy bardzo mi się podobało? O tym poniżej :-)

PANOS

Panos to pierwsze miejsce, które przykuło naszą uwagę, kiedy wysiedliśmy z shuttle busa na dworcu Midi, okrutnie głodni. Ma żółte, kolorowe logo, które kojarzy mi się nie wiem czemu z Rayan’airem i znajdziecie punkty tej sieci rozsiane po całej Brukseli. Nie jest to urokliwa kafejka w stylu shabby chic, ale pyszne i zawsze świeże kanapki to rekompensują. Był to nasz pierwszy wybór, bo pani dorabiała je na naszych oczach, a i ruch był bardzo duży. Panos to typowa sieciowa pâtisserie, gdzie możesz złapać w biegu świeżą kanapkę, słodki wypiek i stosunkowo niedrogą kawę. Polecam kanapki Deluxe, zwłaszcza Serrano – wyśmienita. Wrapsy też są w porządku. To bezpieczny wybór, ale też bardzo smaczny. Na szybkie śniadanie lub przekąskę w ciągu dnia.

[zdjęcia – trip advisor, gentzuid]

http://media-cdn.tripadvisor.com/media/photo-s/05/07/77/93/panos.jpg

http://www.gentzuid.be/images/uploads/winkelfotos/Panos.jpg

EXKI

Exki to sieciówka, która przypadnie do gutu wielbicielom zdrowszego jedzenia. Znajdziemy tu szeroki wybór zup, sałatek i ciepłych dań i napojów w przyzwoitych cenach. Produkty mają podane składy, co jest dużym plusem. Najlepsze opinie zbierają zupy, ale moja tarta szpinakowa też była pyszna, a T chwalił swóją z serem. Bardzo ciekawym pomysłem jest różnica w cenach – jeśli weźmiemy produkt na wynos, oszczędzamy pewną kwotę (kilkadziesiąt eurocentów). Bardzo fajna opcja na szybki lunch, ale też na posiedzenie ze znajomymi. Na stołach stoi organiczna oliwa z oliwek, obsługa jest bardzo miła. Wg słów naszej Asi bardzo popularna sieć. Polecam!

[zdjęcie – everplaces.com]

00caf767970049ab86f4312602edf8ac_big

Leonidas i Gofry

Pomnik „Siusiającego chłopca” to obowiązkowy punkt dla każdego zwiedzającego Brukselę. Po zrobieniu sobie pamiątkowego zdjęcia zajdźcie koniecznie do lokalu naprzeciwko – Leonidasa. To sieć cukierni, która akurat w tym miejscu serwuje też gofry za 1 Euro. Muszę wam powiedzieć, że słynne gofry znad polskiego morza (których i tak raczej nie lubię) są marną, marniutką wersją pyszności robionych w Belgii. Do wyboru jest kilkanaście różnych dodatków, ale ja pałaszowałam je bez – były rewelacyjne, chrupiące i lekko słodkie. Zaobserwowałam ciasto, kiedy pani smażyła gofry – było niesamowicie gęste, zupełnie inne niż do naszych lokalnych, krajowych gofrów.

Podobne widziałam na blogu u Madame Edith . Były tak pyszne, że chodziliśmy do Leonidasa na piechotę codziennie właśnie na te gofry. Leonidas to także dobre miejsce na zakup słodkości, które zabierzecie ze sobą do Polski. Z kilkudziesięciu rodzajów trufli i ciastek kupiłam coś dla kolegów z pracy, a sami, w ramach wyjątku od niejedzenia słodyczy spróbowaliśmy po jednej trufelce. Zarówno szampańska, jak i ciemna czekolada wyglądały i smakowały jak małe działa sztuki.

10941021_397725427061250_8648535569490793898_n

10931000_395823510584775_5313458355512209394_n

Frytki

Na naszej liście do spróbowania nie mogło zabraknąć frytek. Pamiętacie jeszcze czasy kultowego Chez Freda, pierwszej belgijskiej frytkarni Warszawie? Ja owszem i wspominam wieczorne wypady na porcje XXLz sosem czosnkowym z dużą dozą nostalgii ;-) Chciałam porównać frytki znad Wisły z tymi oryginalnymi i tutaj nieocenioną pomocą okazała się nasza gospodyni i przewodniczka, czyli Asia. Place Jourdan – powiedziała, tłumacząc nam, że nie ma lepszego miejsca, żeby spróbować brukselskich frytek, po czym dodała, że sama je je tylko w towarzystwie gości. Friterie Maison Antoine to mieszcząca się na Placu Jordanśkim niepozorna budka, która jest oblegana przez klientów o każdej porze dnia i nocy. To, co jest świetną rekomendacją, to fakt, że połowa osób stojąca przed nami w kolejce była mieszkańcami. Asia wyjaśniła nam, że frytki jada się tutaj z majonezem i nawet, jeśli tak jak ja, nie jecie go często, nie kombinujcie i zamówcie go, zamiast na przykład mojego spontanicznego sosu specjale, który był dziwną mieszanką pomidorowego i cebuli. Za 2,90 Euro dostaliśmy dużą porcję pysznych, chrupiących frytek, już z sosami.

Teraz miłe zaskoczenie, na które nie byłam przygotowana: okazało się, że jeśli kupisz frytki w Maison Antoine, możesz wejść z nimi do jednego z wielu lokali i zamówić w nich coś do picia i spokojnie zjeść. Czy w Polsce ktoś zgodziłby się na coś takiego? Nie sądzę, a szkoda, bo pozwala to zarobić i frytkarni i lokalom, w których można spróbować wspaniałych belgijskich piw. Spróbujcie Leffe.

[zdjęcie – wikimedia i ja]

10943709_395932403907219_8078499369538135807_n Etterbeek_-_Place_Jourdan_-_Friterie_Maison_Antoine_-_01

Bruggia

Cóż, podobno nie należy konfrontować swoich marzeń z rzeczywistością, bo zawsze czeka cię mniejsze lub większe rozczarowanie. Bruggia była na mojej liście „miejsc do zobaczenia przed śmiercią” i cieszę się, że mogę ją z niej wykreślić. Pomimo, że nie jestem pewna, czy chciałabym wrócić tam po raz kolejny, to urokliwe miasto zrobiło na mnie bardzo duże wrażenie!

Jeśli, podobnie jak my, jesteście w Brugii dla klimatu, omijajcie z daleka główną ulicę handlową z absurdalnie drogimi sklepami i tłumem ludzi. Wybierzcie tę najbardziej niepozorną i dajcie się porwać klimatowi. Ja byłam pod ogromnym wrażeniem kocich łbów, rowerów (w środku zimy!) i kanałów. Jedyna rzecz, która nie przypadła mi do gustu, to ogromna „turystyczność”, tłumy robiące zakupy i ceny – dwa razy droższe niż w Brukseli. To taki Kazimierz Dolny. Tak czy siak – polecam. Za 15 Euro w kasie na dworcu Midi kupicie tzw. return ticket, czyli bilet w obie strony. Można też wysiąść po drodze w Gent (na żeberka!) – co polecamy. Pociągi kursują średnio co godzinę, a jeśli przegapisz stację, to… możesz dojechać nim nad morze!

1528580_397725520394574_3970042722899136012_n

Weekend w Belgii był świetnym przeżyciem, dlatego z niecierpliwością planuję kolejny… może polecicie mi jakieś miejsce?:)