Ulubieńcy września i 12 nietypowych rzeczy

Wrzesień już prawie za nami więc czas na post pt. ulubieńcy września. Jako istota ciepłolubna nie ekscytują mnie liście, pumpkin spice i konieczność zakładania czapki i szalika. Chcę żeby znowu było lato! Tym bardziej, że pogoda w tym roku była generalnie rzecz ujmując taka sobie, dlatego wrzesień, nie licząc wakacji, kojarzy mi się z zimnem. Brr. Co jeszcze, poza gwałtownym spadkiem temperatury działo się u mnie we wrześniu?

wrzesien-9-rzeczy-1

1 – Zjazd fanów motoryzacji w Daft Cafe koło ronda Daszyńskiego. Nie tylko obejrzałam masę pięknych aut, ale też odkryłam dobrą kawiarnię obok nowej siedziby naszego biura (żegnaj Prago, witaj Centrum/Wola!)

2 – Staram się chodzić na trampoliny co najmniej 2 razy w tygodniu. Każdemu polecam tą formę ruchu, zwłaszcza z dobrą prowadzącą. Nie obciąża stawów i jest bardzo wyciskowa.

3 – Chcieć mniej Kasi Kędzierskiej to jedna z lepszych książek o minimalizmie, które czytałam. Dla mnie, osoby która stara się w miarę możliwości żyć według zasad tej nowej religii już ponad 2 lata, nic mnie w niej nie zaskoczyło ani nie zszokowało, ale jestem osobą, która ma 2 poszewki na kołdrę, 2 prześcieradła i 5 ręczników ;) Recenzja już wkrótce.

4 – Myślałam, że Baśnowa to najlepsze lody na świecie, ale niestety, próbując tradycyjnych włoskich lodów w Tropei byłam zmuszona zmienić zdanie. Żadne lody prawdziwe, których próbowałam w Warszawie, się do nich nie umywają. Żadne! Ogromna porcja za 1 euro i przemiła właścicielka, która z każdą dokładką nakładała mojemu mężowi większą łopatkę, a wreszcie nieśpieszna konsumpcja w pięknej uliczce tylko pogłębiła to, że nawet się cieszę, że nie mogę jeść zwykłych lodów, bo straciły dla mnie sporo smaku i uroku. Okazało się, że lody czekoladowe są robione na polskich słodkościach, bo zdaniem właścicielki nasza czekolada nie ma sobie równych. A dla mnie na otarcie łez zawsze zostaje Vegestacja.

5 – Idąc tym tropem, pizza z Tropei, po prostu pyszna. Niestety nawet Mąka i Woda nie oddaje tego smaku. Znowu jestem w kropce – jak żyć, kiedy po pierwsze, powinno się unikać sera, a po drugie, kiedy pizzowy głód okaże się silniejszy, nie zjem pizzy, bo nic nie będzie już nigdy smakowało tak, jak ta we Włoszech? :(

6 – Ostatni miesiąc rowerowania, w październiku oddajemy rowery na przechowanie na zimę. Będę tęsknić za moją kozą.

7 – Po masakrze domową farbą wybrałam się od razu do Sylwii z Bob&Twister. Szybko je uratowała i zamiast paskudnych pseudorudych włosów mam swojego brązowego boba, który pięknie odrasta i zamienia się w loba, który, według portali, ma królować kolejny sezon ;)

8 – Przywiezione z Tropei papryczki peperoncini w uroczym bukiecie wykorzystuję do przygotowania koncertowego aglio e olio peperoncino, które przywołuje cudowne wspomnienia i smakuje jak fantastyczny comfort food. Przepis już wkrótce na blogu.

9 – Zestaw miesiąca – krótki półgolf i kultowa tiulowa spódnica z Fanfaronady.

W ramach wyzwania #12 niecodziennych rzeczy Kasi zapraszam do swojego wpisu o moich pierwszych (i ostatnich?) wakacjach all inclusive z biurem podróży.

A jak tam wasz wrzesień?

pinch of salt foodie blog przepis dobre zdjęcia jedzenia pinchofsalt.pl