Ulubieńcy października 2017 wg Pinchofsalt

Przysięgam, nie wiem jakim cudem jest już listopad. Halo, jak można to odwrócić? ;) Ulubieńcy października 2017 będą wyjątkowo kulinarne, bo wyjść było mnóstwo i bardzo mnie to cieszy!

Ulubieńcy października 2017 pinchofsalt

1/ Pełną Parą na nowo uratowało nas, kiedy spacerując po Łazienkach z rodzicami, zastanawialiśmy się gorączkowo, co by tu zjeść na obiad. Rodzice są raczej tradycyjni i nieskorzy do eksperymentów, ale umówmy się, kto nie lubi pierożków w takiej lub innej formie? Kiedy okazało się, że w Pełną Parą na Twardej nie ma miejsc, pani poleciła mi filię lokalu, a po wszystkim zadzwoniła zapytać, czy udało się zarezerwować czy mają szukać u siebie. Serwis pełna klasa, a rodzicom bardzo smakowały dim sumy i desery, chociaż nie mogli się nadziwić, jak możemy z taką wprawą jeść pałeczkami. Recenzja na blogu wkrótce.

2/ Na Doctora Strange’a czekałam długo i muszę powiedzieć, że albo się starzeję, albo dopadła mnie tak zwana superhero fatigue, czyli filmy z bohaterami komiksów nie fascynują mnie tak jak kiedyś. Mimo wszystko dobra rozrywka, plus okazja żeby spotkać się ze wszystkimi znajomymi kinomaniakami.

3/ Do naszej rodziny dołączył właśnie Nikon D5300, co, mam nadzieję, odczuwacie już w różnicy jakości zdjęć. Uczymy się pilnie oboje i chcemy rozwijać swój warsztat. Myślę nawet o jakiejś szkole – polecicie sprawdzone miejsce w Warszawie? :)

4/ Z okazji Restaurant Weeka wybraliśmy się do Delikatesów Esencja. Recenzja już na blogu.

5/ Przy okazji wizyty rodziców dostaliśmy od nich cały zapas genialnych przetworów. Nie dodają do nich cukru ani pektyn. Hitem są zmodyfikowane z przepisu Liski suszone pomidory. Jeśli ktoś chce dostać słoiczek, proszę dać znać.

6/ Kolejne miłe spotkanie, Zomato Meetup w Halce. Polecam. Nie wiedziałam, że gęsina jest tak pyszna.

7/ Karmienie wiewiórek w Łazienkach nigdy nie przestanie mnie cieszyć :)

8/ Tutaj Mort w obiektywie najlepszego z mężów. Pozuje jak rasowy top-model.

9/ Odkryta dzięki Zomato Veloart Cafe na Bielanach, tuż za rogiem. Recenzja niedługo.

W październiku ramach akcji 12 niecodziennych rzeczy mogę pochwalić się tym, że pierwszy raz w życiu projektowałam, kupowałam i montowałam (no dobrze, montowali panowie z IKEI ;)) swoją szafę. Wybór padł oczywiście na PAXa. Nie jest to wpis sponsorowany, po prostu uwielbiam tą markę i przynajmniej połowa rzeczy w moim domu jest z Ikei. Długo myśleliśmy o tym, jak zaplanować wnętrze szafy, żeby służyła nam jak najlepiej. Stoi w przedpokoju już od kilku dni, a ja nie mogę się nadziwić, czemu tyle zwlekaliśmy z wymianą starego, odziedziczonego po poprzednich właścicielach komandora, któremu na dodatek szybko zepsuły się przesuwne drzwi. Szafa ma wszystko, czego potrzebujemy – trzy drążki, szuflady i miejsce na pudełka na górze, gdzie będziemy trzymać skompresowane kurtki i ubrania z pozostałych pór roku. Nie mogę się doczekać, aż szafy w garderobie wymienimy na dokładnie tego samego PAXa.