kuchenne opowieści, minimalizm, slowlife

Ulubieńcy lipca wg. Pinch of Salt

Ulubieńcy lipca wg. Pinch of Salt

Jak ten czas leci… dopiero co pisałam kwietniowe, a tu już pora na lipcowy wpis. Gdzie ten kwartał uciekł? Czy ktoś go widział?! ;)
Czerwiec gdzieś zaginął, więc tym razem wyjątkowo go pominę.

Lipiec upłynął mi pod znakiem wakacji, ładnej pogody i bardzo fajnych wydarzeń.

1) Miejsce – nowe Krowarzywa na Marszałkowskiej
Wreszcie! Można zjeść swojego cieciorexa czy jaglanexa w nieco bardziej cywilizowanych warunkach, dużym i przestronnym lokalu, bez konieczności stania w gigantycznej kolejce. Wcześniej często rezygnowaliśmy i zamiast tego wybieraliśmy frytki z niezastąpionego Fritere obok (obowiązkowo z domowym majonezem), ale teraz często odwiedzamy właśnie ten wegański lokal.

krowarzywa-soon-640x475

zdjęcie: http://warsawfoodie.pl/

2) Smak miesiąca – pizza ze „Stacji Mercedes”

Pycha! Pizze są mikroskopijne, ale takie pyszne! Kojarzą mi się z tym, z czym sam lokal – doskonale spędzonym czasem, pięknymi okolicznościami przyrody i byciem stuprocentowym hipsterem ;-) Pizza Parma z tapenadą z oliwek i bakłażana to absolutne mistrzostwo. Idealnie ciężka, z garścią rukoli na wierzchu – gdyby nikt mnie nie powstrzymał, zjadłabym ich kilka, przysięgam!

thumb_600
zdjęcie: foodspotting.com

3) Serial – Marvel’s Daredevil

Każdy kto mnie zna, wie, że uwielbiam komiksowych superbohaterów. Nie jestem może archetypicznym nerdem, takim, jaki jest pokazany chociażby w kultowym serialu The Big Bang Theory (trudniej mnie rozpoznać w tłumie, bo żyję w przebraniu pospolitego warszawskiego hipstera ;-)), ale nie przepuszczę żadnej premierze ani serialowi które kręcą się dookooła światów DC i Marvela. Mieliśmy Batmanomanię po trylogii Nolana, nowe seriale Arrow i The Flash, a teraz do gry wszedł nikt inny, jak Netflix. We współpracy z Marvelem stworzył mroczny, realistyczny i poruszający serial Marvel’s Daredevil.

Piękne zdjęcia, muzyka i banalna z pozoru historia, w której młody idealistyczny prawnik za dnia próbuje pomóc mieszkańcom biednej i pełnej przemocy dzielnicy Nowego Jorku, a w nocy zakłada maskę i wymierza sprawiedliwość za pomocą swoich pięści. Tym razem główny bohater nie jest milionerem-podrywaczem, a mężczyzną, który jako dziecko stracił wzrok, zyskując w zamian wyczulone zmysły. Atmosfera jest mroczna, trup ściele się gęsto, dialogi są podszyte czarnym humorem, a Matt Murdok… cóż, Matt w końcu nie wygląda i nie zachowuje się jak kolejny klon Batmana. Obejrzyjcie koniecznie! Supermocy jest tu niewiele, serial przypomina kryminalno-sensacyjną zagadkę. Polecam!

tumblr_nmu6uleCh31qfucupo1_500

4) Książka – Slow fashion. Modowa rewolucja

Hit na blogach, masa pozytywnych recenzji – sięgnęłam po nią z dużą dozą ostrożności, bo mniej kojarzę Asię ze swojego nowego (jakże modnego i na czasie!) slow minimalistycznego podejścia, a bardziej jako typową szafiarkę zachwalającą niewygodne buty na wysokim obcasie z Schaffy albo Deezee…

Na razie metamorfoza nie przekonała mnie aż tak, ale jeszcze jestem w trakcie czytania. Dam znac, czy Styledigger będzie moją nową Marie Kondo.
604439-slow-fashion-modowa-rewolucja

5) Piosenka – Can’t Deny My Love Brandon Flowers

Jednym z pierwszych zespołów indie, których zaczęłam słuchać na studiach byli niepokorni chłopcy z Las Vegas, czyli The Killers. Ich frontman wydał właśnie drugą solową płytę – jest doskonała, przesłuchajcie koniecznie. Pierwszą też, jeśli jeszcze nie mieliście okazji! A Brandon od kiedy zgolił brodę ciąglę wygląda na 25 lat… przypomina mi Keanu Revese’a i Jareda Leto z tym swoim młodzieńczym wyglądem.

Do przeczytania za za miesiąc!



2 thoughts on “Ulubieńcy lipca wg. Pinch of Salt”

  • Po przeczytaniu kilku tekstów, w tym tego, moge Ci powiedziec, ze nie jestes „warszawskim hipsterem”, tylko „warszawskim sloikiem”, ktory juz jakis czas siedzi w Warszawie. Nie chce aby zabrzmialo to pejoratywnie, sloiki sa przeciez zupelnie OK. Chce Ci tylko uswiadomic, ze tak bedzie Cie postrzegac wiekszosc mieszkancow miasta (z wylaczeniem swiezych przyjezdnych). Przejrzalem Twojego bloga i jest to ewidentnie blog osoby przyjezdnej. To juz moja druga lub trzecia wizyta. Czytalem rowniez teksty, sa calkiem przyjaznie pisane i nawet mi sie podobają. Fajny blog, wszystko jest ladne a Twoja pasja do miasta i dobra energia plyna w kazdym tekscie. Zdjecia są rowniez ok. Wroce jeszcze zobaczyc co robisz, bo widac ze jestes bardzo sympatyczna osoba i potrafisz cieszyc sie zyciem. Super! Pozdrawiam serdecznie, „Zgorzknialy Warszawski mieszczuch” :)

    • Baddogrex, nazwanie mnie „słoik” lub „przyjezdna” przez kogoś, kogo nie znam i kto postawił mi taką diagnozę, nie ma dla mnie w sumie znaczenia, ale jako osoba, która w Warszawie żyje, mieszka w swoim mieszkaniu i co więcej, PŁACI W WARSZAWIE PODATKI, bierze jakiś tam udział w życiu swojej dzielnicy i otwarcie ją uwielbia (tak, uważam że Bielany i Żoliborz są najlepszą częścią Warszawy i nie boję się do tego przyznać;-)) nie jestem wielką fanką takich określeń.

      Moi znajomi którzy mieszkają tu dłużej(czyli według Twojego myślenia, prawdziwi mieszkańcy) jacyś tacy mało zgorzkniali, bo jakoś nie zwracają na to uwagi i postrzegają mnie po prostu jako Karolinę :) Miłego wieczoru!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *