Żegnaj stare, witaj nowe – podsumowanie 2015 i plany 2016

Miałam nie robić takiego posta, ale zainspirowały mnie moje ulubione blogi (tu i tu na przykład, ale i na Durszlaku co drugi wpis to jakiegoś rodzaju podsumowanie), że postanowiłam podzielić się z wami moim podsumowaniem, ale co ważniejsze, opisałam też szczegółowo i jak na siebie, całkiem emocjonalnie, swoje plany 2016.

Kiedy to piszę jest pierwszy dzień nowego roku, za oknem na moim 8 piętrze widać błękitne niebo, przyjemne słońce zerka na parapet, a w oddali majaczą się wysokie budynki z centrum Warszawy – Pałac kultury, Niebieski Wieżowiec, Marriot. 1 lipca 2o14 dostaliśmy klucze do tego niepozornego mieszkania na warszawskich Bielanach i po półtora roku mieszkania w swoim mieszkaniu ciągle uważam, że była to fantastyczna decyzja. Kredyt to tylko narzędzie do osiągnięcia pewnych celów i po spłacaniu go ponad rok dochodzę do wniosku, że dobrze zrobiliśmy. Jesteśmy jedynymi znanymi mi osobami z naszego pokolenia które nie kupiły mieszkania od dewelopera ani w „modnej” lub „taniej” dzielnicy, na zamkniętym osiedlu. Nasz blok z lat 70 nie ma pięknej klatki schodowej, ale za to administracja (upierdliwa, nieznośna i mało chętna do pomocy) dba o niego i o okolice, codziennie myjąc podłogi w bloku, grabiąc liście, czy podlewając roślinność podczas upałów. Uwielbiam Bielany – nie mamy tu ani modnych knajp (co powoli się zmienia i bardzo dobrze! Cafe de la Poste to doskonały przykład że nawet w takiej dzielnicy można prowadzić miłe i bezpretensjonalne miejsce), ani zamkniętych osiedli. Co mamy? Laski i lasy idealne do spacerowania, biegania czy uprawiania nordic walking. Metro. Najbardziej klimatyczną ulicę w Warszawie, która jest żywcem wyjęta z Kazimierza Dolnego – Płatniczą. No i dwa razy mniejszy kredyt. Kiedy siedzę sobie przy swoim dębowym stole pisząc te słowa, robi mi się ciepło na sercu, że mam miejsce, które z całą miłością, jaką mam w sercu, mogę nazywać domem.

tumblr_nvoubcjOlw1slhhf0o1_1280
plany planowanie 2016 refleksja minimalizm

Bardzo chciałam, żeby 2015 był spokojniejszy niż 2014, ale tego nie udało się spełnić. Rok był nerwowy, zwłaszcza zawodowo. Nie mam jakoś ostatnio szczęścia do uczciwych (może lepsze słowo to normalnych?) pracodawców i mam nadzieję, że w pracy, którą zaczęłam od grudnia, nie będzie tego problemu. Na razie jest super, rozwijam się, a to najważniejsze. Patrząc zarówno na mnie, jak i najlepszego z mężów różnie to może być, więc trzymajcie proszę kciuki za nas oboje! Warszawski rynek jest duży, więc patrzę w 2016 bez lęku, ale za to z mocnym życzeniem większego spokoju, który chętnie powitam zamiast turbulencji.

plany 2016 planowanie tworzenie list

Minimalizm to ważna idea, która towarzyszy mi od pewnego czasu. Pamiętam, jak ciężko było znaleźć informacje na ten temat w polskim internecie, a dziś już każdy chce być minimalistą chociaż trochę, bo to teraz modne. Dla mnie ta idea znaczy dużo więcej niż tylko kompletowanie kapsułkowej garderoby na kolejny sezon, czy film o tym temacie na kanale youtube’owym, który wisi sobie gdzieś koło zakupowych haulów i kłuje w oczy tym, jak bardzo tam nie pasuje. Śmiesznie wygląda trochę ten trend, wciąż jednak nieco na peryferiach, bo każe przystanąć i zastanowić się na swoim posiadaniem. Na pewno nie przyjmie i zresztą przyjmować się nie powinien, bo jak poradziłaby sobie światowa gospodarka bez rosnącej konsumpcji? Dla mnie jednak, osoby bardzo mizernie uduchowionej (w końcu bliskie osoby nie od dziś twierdzą że mam czarne serce, albo że nie mam go wcale ;-)), jest to sposób, żeby spojrzeć na siebie z boku i zadać sobie kilka ważnych pytań.

Czy to kompulsywne kupowanie ubrań po każdej wypłacie, najlepiej jak największej ilości, sprawia, że jestem szczęśliwsza? Dlaczego zamiast być szczęśliwą że nasze mieszkanie jest coraz lepiej zaopatrzone czuję się przytłoczona? Czy na prawdę to jest mi potrzebne, czy to tylko sztuczny pęd wykreowany przez Internet czy kolegę marketingowca z innej firmy? Dlaczego wydaję coraz więcej?

Nie mam żadnej recepty na minimalizm, ale jego stopniowe wprowadzanie w życie daje mi duży spokój. Pamiętam, jak patrzyli się na mnie inni kiedy dowiedzieli się, ile worków niepotrzebnych sprzętów wyniosłam pod nasz śmietnik, skąd zabierają je sobie potrzebujący. Ile mebli oddałam za grosze, żeby dać im drugie życie a samej pozbyć się ich ciążącej obecności. W Polsce mamy mnóstwo tabu. Nie wolno pozbywać się prezentów, chociażby był bardzo nietrafione. Pamiątki, książki, a nawet stare bilety i paragony, bukiety ślubne… wszystko powinno być skrzętnie gromadzone, bo jest sentymentalne, albo jest przydasiem. Cieszę się, że jestem już w miarę odgruzowana, a każdy nowy zakup traktuję z rozwagą. Stawiam na jakość, nie na ilość i dzięki temu moje życie zmienia się powoli na lepsze w każdej dziedzinie.

Plany? Nie jestem Niebałaganką i nie mam gotowej listy na każdą okazję. W takich momentach staram się być bardziej elastyczna i spontaniczna. Warto sobie coś zanotować, ale 100 celów w 1000 dni i takie tam inicjatywy nie są dla mnie, bo nie uwzględniają tego, jakie życie potrafi być nieprzewidywalne. Przynajmniej moje. Czasem myślę o nim z euforycznym niedowierzaniem, a czasem zwijam się na kanapie i chcę po prostu przestać istnieć na kilka dni. Ciężko to uwzględnić w planach, listach i tabelkach.

Uczę się właśnie obsługi Photoshopa i zamierzam starać się być jak najlepsza w tej dziedzinie. Podobnie z e-marketingiem. Nie zawodowo? Projekt 12 pieces(u mnie jak skończy się na 15 będę szczęśliwa!), jeżdżenie rowerem do pracy jak tylko znów będzie wiosna, gotowanie większej ilości nowych, ekscytujących potraw, więcej podróży, więcej tu i teraz. Kupić jakiś aparat i postrzelać trochę zdjęć.

No i blog – obiecuję, że będzie mnie w tym roku na nim więcej. Dużo dużo więcej. I że będzie jeszcze ładniej.

A jak wyglądają wasze noworoczne postanowienia i podsumowania? :) Plany 2016 to tylko plany. Zobaczymy, jak zweryfikuje je życie.

Karo

plany 2016 kurs fotograficzny

  • Ja się zachwyciłam…i właściwie cały czas zachwycam tym zdjęciem z aparatem. Uwielbiam takie!!!