Pełną Parą Śródmieście – Azja dla początkujących ;)

Znaleźliśmy się w Pełną Parą Śródmieście z rodzicami, którzy nigdy w swoim życiu nie próbowali kuchni azjatyckiej w żadnym wydaniu i ryzyko było spore. To ludzie, którzy nie chodzą po knajpach a najbardziej orientalną rzeczą, jaką zjedzą na co dzień, będzie zapewne awokado. Tak, żyją w Polsce i tacy ludzie – nie znający smaku hummusu, ramenu, owoców morza, czy nie wiedzący, co to u licha jest foodtruck. Mama najlepszego z mężów powiedziała nam w sekrecie, że nie rozumie, jak możemy zajadać się sushi, bo kiedyś spróbowała i jest ohydne. Ech. Pomyślałam wtedy o tym, że wsuwamy wielkie zestawy z Sushi Wola we dwoje na raz i nic nie powiedziałam ;)

pełną parą śródmieście recenzja

Chcieliśmy uniknąć kliszy i zabierania ich do Zapiecka (meh), ale też wiedzieliśmy, że nie będą czuli się swobodnie w tak eleganckim miejscu jak Halka. Pełną Parą od razu skojarzyło nam się jako miejsce po środku – smaczne, ale nieformalne, nietypowe, ale nie z przerażającym kulinarnych początkujących menu. No i zupełnie egoistycznie mogliśmy tam zjeść prawie wszystko, nie licząc pysznych pierożków ze szpinakiem i serem, które bardzo zresztą polecam, jeśli po serze nie boli Cię brzuch.

Kiedy zadzwoniłam na Sienną (kończyliśmy właśnie spacer po Łazienkach)  i nie było miejsc, przemiła pani z obsługi zaproponowała nową, drugą lokację i 20 min później zadzwoniła, żeby się upewnić, czy na pewno mamy miejsce, bo jak nie, to będą kombinować u siebie. Bardzo miłe i niezwykle rzadkie zachowanie obsługi od razu nastawiło mnie pozytywnie.

Wnętrze Pełną Parą w Śródmieściu jest dużo większe niż to na Siennej, ale urządzone w tym samym (ładnym, stonowanym) stylu). Zajęliśmy miejsce na piętrze, przy długim, wąskim stole i zaczęliśmy miły obiad.

Standardowo wszyscy zamówili pierożki i różne sosy i później próbowali od siebie nawzajem. Ulubieńcem został chyba farsz z indykiem, chociaż nikt nie narzekał na żaden z wybranych smaków. Wołowina była chrupiąca, masło orzechowe z dynią kremowe – dokładnie tak, jak zapamiętałam z lokalu na Siennej. Rodzice nie mogli się nadziwić, że wszyscy w lokalu poza nimi z taką wprawą machają pałeczkami,  ale nie było problemu z czterema kompletami sztućców i dim-sumy zostały skonsumowane za pomocą widelców. W końcu, jak stwierdził mój ojciec, „te dim sumy to trochę takie uszka„. No można to nazwać i tak.

pełną parą śródmieście recenzja

Po pierożkach spróbowaliśmy przekroju deserów. Mango panna cotta była pyszna i cudownie kremowa, mago lassi odświeżające, a  egzotycznego pudim de coco z czarnym ryżem które wybraliśmy z najlepszym z mężów udowadnia, że deser bez mleka i śmietanki też może być pyszny.

Obsługa w lokalu jest sympatyczna, szybka i bardzo na poziomie, rodzice byli zachwyceni. Zimowa rozgrzewająca herbata, kawa i wreszcie herbata są podawane w dużych szklankach z Ikei, a nie w tych irytujących mini filiżankach od espresso. To moje osobiste zboczenie po pracy w herbaciarni jeszcze za czasów liceum.

Ocena jest bardzo pozytywna, na pewno będziemy tu bywać nie raz i nie dwa. Polecam! Dim-sumy są super. Nie straszą tak, jak na przykład egzotyczne owoce morza czy ramen, a pozwalają spróbować czegoś innego. Pokazywałam kiedyś przepis na to, jak zrobić je w domu, ale wymaga to jednak sporo czasu. Tutaj recenzja lokalu na Siennej.

 

pełną parą śródmieście recenzja

Lubicie/znacie dim sumy? Jakie są wasze ulubione farsze?