Najlepszy falafel w mieście – Falafel Beirut

Czy tytuł nie jest trochę na wyrost? Przeczytajcie moją recenzję, żeby dowiedzieć się, jak bardzo mały i nie bójmy się tego słowa, lekko zapyziały lokal może odmienić podejście do smaku i właśnie małych, lekko zapyziałych miejsc…

Żartuję oczywiście z tym określeniem, ale kiedy już wybieram się na jakieś jedzenie na mieście, cenię sobie możliwość zjedzenia go spokojnie i w komfortowych warunkach. Jakoś nigdy nie jest mi po drodze do foodtrucków (zwłaszcza po srogim rozczarowaniu jednym z nich na tegorocznym festiwalu Orange) – wolę przycupnąć w jakimś knajpkowym ogródku, dlatego zawsze przeszkadzały mi tłumy i konieczność jedzenia na stojąco w starych Krowarzywach przy Hożej.

To podejście zmieniło się dość radykalnie, bo w jedno popołudnie. Planowaliśmy właśnie wizytę w tej kultowej wegańskiej burgerowni, ale przypomniałam sobie, że widziałam taki mini lokalik ze świetnymi opiniami gdzieś przy Senatorskiej. Niewiele myśląc wsiedliśmy na rowery (był to jeden z upalnych, sierpniowych dni) i pojechaliśmy!

11846439_478494912317634_1426773381_n

Na miejscu okazało się, że całość wygląda trochę jak kebabiarnia pod naszym blokiem, która o każdej porze dnia i nocy „pachnie” każdemu, kto mija popularne skrzyżowanie koło Alei Reymonta. Widziałam minę T, która mówiła „gdzie my u licha jesteśmy?” :), ale niezrażona zamówiłam pitę z ulubionym bakłażanem i granatem. T. skusił się na pitę z fetą i oczywiście granatem. Przycupnęliśmy na skrzynkach po lemoniadzie, które służą za zaimprowizowane siedziska i czekaliśmy, bo ruch był całkiem spory. Ludzie zabierali danie na wynos, lub siadali na skrzynkach koło nas i wcinali smakowicie wyglądające placki.

11830766_478494922317633_1695749361_n

Nie skłamię, jeśli powiem, że pita egzotyczna z Falafel Beirut śni mi się teraz po nocach. Jest po prostu idealna – ciasto jest cienkie i sprężyste, falafle chrupiące, a nietypowe dodatki w postaci bakłażana i granatu, posypane solidną porcją pietruszki to przysłowiowa kropka nad i. Mój kulinarny towarzysz, właściciel miętowej polki, którą widzicie na zdjęciu, zgodził się ze mną. Kiedy myślę o tłumach które okupują chociażby Amrita (popularny kebab na pl. Wilsona), najchętniej wysłałabym każdego z osobna do Falafel Beirut, żeby przekonał/a się, jak dobre może być jedzenie zawinięte w pszenny placek!

11874156_478494928984299_1354161355_n

Jedynym minusem jest brak miejsca do posiedzenia – w przypadku pogody można po prostu zapakować pity na wynos i zjeść je w parku Saskim, który jest przecież po sąsiedzku. Zamierzam przetestować lokal również w zimie, więc dam znać, jak sobie z tym radzi. Niezależnie od wszystkiego będę przyjeżdżać, bo lokalizacja jest dobra (każdy środek komunikacji zatrzymuje się w pobliżu), no i te bakłażany są na prawdę grzechu warte… ;-) Polecam bardzo!