Najlepsze frytki w Warszawie

Tytuł jest nieco buńczuczny, ale co tam.

Frytki były obecne w moim życiu praktycznie zawsze. Mam jakieś mgliste wspomnienia z domu rodzinnego, smażenia frytek dla starszego rodzeństwa, charakterystyczna maszynka do krojenia ziemniaków w paseczki i specjalnej wkładki do ich smażenia, wrzucanej bezpośrednio do garnka.

Pamiętam też, jak moja lepsza połowa, będąc świeżo upieczonym studentem praktycznie żywiła się mrożonymi frytkami przez kilka miesięcy z rzędu… Później porzuciliśmy te chrupiące cuda na rzecz zdrowych ziemniaków pieczonych w piekarniku, które też są zresztą bardzo smaczne, zwłaszcza, od kiedy pierwsza belgijska frytkarnia w Warszawie, czyli Chez Fred zniknęła z pawilonów na Jana Pawła.

Po naszej podróży do Brukseli i otwarciu małej, paskudnej budki z frytkami na Broniewskiego zaczęliśmy jeść je nieco częściej, od niedawna zmieniając nieśmiertelny keczup na majonez (to kolejna lekcja z Brukseli!). Na stronie Kukbuka, który jest moim faworytem jeśli chodzi o recenzje lokali trafiłam jakiś czas temu na ranking stołecznych frytkarni i po jej przeczytaniu zapaliłam się do testowania.

Mając w pamięci niedawny belgijski ideał z Placu Jordańskiego, szybkie zaspokojenie nagłego głodu pod blokiem i dalekie od ideału frytki domowe pewnego pięknego, słonecznego popołudnia udałam się na szybki test do Friterie przy Hożej. Mieliśmy okazję przyjrzeć się lokalowi przy okazji wizyty w Krowarzywach (o tym może innym razem) i wyglądał bardzo zacnie, więc trafił na pierwsze miejsce w hierarchii testów… Tym bardziej, że twórcy inspirowali się naszą ukochaną brukselską frytkarnią (patrz chociażby nazwa!)

…I zdecydowanie tam zostanie! Po raz kolejny Kukbuk miał rację. Frytki z Friterie nie mają sobie równych. Opinia moja i T., który spróbował ich kilka dni później i wyszedł podobnie zadowolony.

frytki

Lokal jest bardzo nonszalancki, mały i niestety bardzo ciasny. Idealna opcja to wyjście na zewnątrz, albo, tak jak ja, wciśnięcie się za ladę przy oknie, skąd roztaczał się taki oto widok:

frytki12

Złożyłam zamówienie na dużą porcję – w końcu jak szaleć, do szaleć – i herbatę imbirową, co razem kosztowało mnie tylko 18 (!) zł. Swój talerzyk dostałam po jakiś pięciu minutach i muszę przyznać, że zrobiłam tylko jedno zdjęcie i zabrałam się do pałaszowania.

Frytki są idealne – nieregularne, wysmażone w różnym stopniu (ale raczej well done niż medium) i cudownie chrupiące.  Ideał! Nie za tłuste, nie za suche.

Do wyboru mamy ciekawą paletę sosów, z których mogę polecić klasyczny majonez i sos z suszonych pomidorów. Czaję się te na czosnkowy.

frytki1

Do frytek możecie zamówić też coś do picia – herbata imbirowa była bardzo dobra, solidnie rozgrzewająca.

frytki1333

frytki123

Lokal ma same plusy – dobrą lokalizację w centrum, rewelacyjne frytki w dobrej cenie, sporo sosów do wyboru. Jedyne minusy, jakie znajduję, to malutko miejsca i brak możliwości płacenia kartą. Jeśli jednak macie w kieszeni luźne 20zł wybierzcie się do Friterie i na pewno nie pożałujecie. Jako bonus – po drodze mija się kawiarnię TVN, pod którą koczują paparazzi, polujący na gwiazdy…;-)

Friterie
Hoża 42
Facebook