Na Wygonie – najlepsze miejsce na Mazurach!

Uwaga, tytuł jest dość kontrowersyjny i odważny, ale będę bronić go do ostatniej kropli krwi. Znaleźliśmy przypadkowo idealne miejsce, TO miejsce gdzie każdy z was będzie chciał pojechać, jeśli zamarzy mu/jej się pobyt na naszych malowniczych Mazurach.  Czytajcie dalej! <3

Na dłuższy urlop zazwyczaj wyjeżdżaliśmy za granicę. Każdy, kto nas zna, wie, że żyłka podróżnicza jest w nas silna i chcemy zwiedzać, poznawać, zawierać nowe znajomości. To cali my. Byliśmy już w ładnych kilku krajach i plan jest taki, żeby zwiedzić ich jak najwięcej, łącznie ze wszystkimi ciepłymi kontynentami. Zobaczyć Azję, Amerykę…

Mazury wyszły nam dość spontanicznie, o ile spontaniczne jest rezerwowanie pobytu pół roku do przodu. Decyzja wzięła się z chęci remontu kuchni – uznaliśmy, że zwyczajnie bardziej ekonomicznie wybrać się w 2017 gdzieś do Polski. Poprzedni długi weekend w Zakopanem udał się znakomicie, więc tym razem stanęło na krainie tysiąca jezior.

siedlisko na wygonie

Jak znaleźć „to” miejsce? Teoretycznie powinnam o tym wiedzieć najlepiej, bo pracuję zawodowo w firmie związanej z noclegami. Podróżuję też służbowo stosunkowo często i nocuję w najróżniejszych miejscach, od apartamentów do czterogwiazdkowych hoteli. Moim zdaniem, najlepiej zaufać intuicji tak, jak my zrobiliśmy to tym razem. Przeglądając rożne polecenia na blogach i nie tylko, urzekły mnie zdjęcia i cała strona Siedliska na Wygonie.

Po rozmowie z najlepszym z mężów doszliśmy do wniosku, że fajnie będzie raz odpocząć w weekend majowy poza Warszawą. Ponieważ był styczeń, nie mieliśmy zielonego pojęcia o złych prognozach na weekend majowy, więc szybko zarezerwowaliśmy pobyt na tydzień i tak radośnie płynął sobie czas aż do końca kwietnia.

Ta notka i tak będzie dość długa, dlatego oszczędzę wam opisu pięciogodzinnej podróży Polonusem i naszego miłego zaskoczenia, kiedy na dworcu w Mrągowie okazało się, że wszystkie busy magicznie zostały skasowane, a nam została podróż taksówką ;) Bywa i tak. Jako osoby nie posiadające samochodu nauczyliśmy się z tym żyć.

siedlisko na wygonie

Kiedy wysiedliśmy przy białym domu na rozległej działce i powitali nas przemili gospodarze, poprzednie trudności i brzydka pogoda przestały mieć jakiekolwiek znaczenie. Przeszliśmy drzwiami w szafie do Narnii, do świata, gdzie o każdej porze dnia i nocy śpiewają ptaki, a otwierając okno jest tak cicho, że słyszysz swoje myśli, głośniej niż kiedykolwiek, a na dodatek owce jedzą Ci z ręki. Witajcie na Wygonie!

Jak wygląda minimalistyczny urlop w stylu slow, w Puszczy Piskiej (bo pensjonat Na Wygonie jest położony na jej skraju)? Zupełnie inaczej, niż go sobie wyobrażałam. Na plus.

Na Wygonie to miejsce, gdzie każdy znajdzie coś dla siebie. Jeśli chcesz poleżeć na leżaku, lub wziąć rower, nie ma z tym żadnego problemu. To nie Grecja, gdzie zaradny pan powie, że należy się za to dziesięć euro (jeśli coś irytuje mnie ponad miarę w krajach śródziemnomorskich to właśnie to). Właściciele, cudowni Daria i Radek zawsze służą radą i pomocą, a pensjonat kryje mnóstwo skarbów, takich jak tarcza do strzelania z łuku. Dzieci na pewno nie będą się nudzić.

A dorośli? Dorośli też! No chyba, że jak poinformował nas usłużnie pan taksówkarz, przyjedzie do Mikołajek warszawka, która musi się o siebie ocierać w tłumie i jeść gofry i spać w ogromnym kompleksie hotelowym Gołębiewski. Wziął nas za zwykłych turystów, bo jak to możliwe że wyżej wspomniana z pogardą warszawka nie przyjechała samochodem…? Musieliśmy się z T. kopać po kostkach żeby się głośno nie roześmiać :)

Mikołajki są niedaleko i warto się tam wybrać na przykład na większe zakupy spożywcze (notka dla alergików takich jak ja: cuda w rodzaju mleka bez laktozy to raczej tylko w Biedronce właśnie) czy do bankomatu, ale spokojnie można to zrobić nawet na rowerze, tak jak my. Spędziliśmy tam 20 min i uciekliśmy szybko, bo faktycznie ludzi było krocie. Turyści, gofry i ścisk – zdecydowanie nie po to przyjechaliśmy na Mazury!

siedlisko na wygonie

A Na Wygonie to właśnie ludzie tworzą unikalną atmosferę tego miejsca, która w połączeniu z pięknym, rustykalnym wnętrzem pokoi (zobaczcie je tu) i przyrodą dają to, czego szukają zmęczone szybkim życiem dusze. Tak właściwie to powinnam napisać oddzielną notkę o samej tylko właścicielce (Daria, może jakiś wywiad kiedyś? :)), bo jej ciepło i bezinteresowna życzliwość jest czymś, co rzadko spotyka się w dzisiejszych czasach. Urzekła mnie na maksa.

Dzięki jej pomocy udało mi się usprawnić moje mocno jeszcze nieudolne dzierganie (czy, jak mówi się na Mazurach, dzianie), bo z anielską cierpliwością pokazywała mi, jak odróżnić prawe oczko od lewego, albo jak zrobić pierwszy warkocz. Jeśli kochacie piękne, ręcznie robione rzeczy to na pewno docenicie Rękodzieło na Wygonie. Te dywany, pledy i poszewki na poduszki to arcydzieła rękodzielniczej sztuki! Idealny prezent dla minimalisty i wielbiciela designu. Ja na pewno coś zamówię, bo pomimo dużych postępów w dzierganiu nigdy nie zrobię czegoś tak pięknego.

Sercem domu jest duża, wspólna kuchnia, która przypomina trochę miejsce dla rodziny wielopokoleniowej. Trochę tak jest, że przyjeżdżając tu zostajesz członkiem wielkiej patchworkowej rodziny i wyjeżdżając, zostawiasz tu cząstkę siebie. Tutaj wszyscy goście integrują się ze sobą i z właścicielami (i znajomymi z okolicy), gotują, grają w planszówki, czy organizują wieczory filmowe. Atrakcji było mnóstwo i wynikały one po prostu z kreatywności i sympatii.

siedlisko na wygonie

Pewnego dnia, robiąc śniadanie z pysznych, wiejskich jajek (o które też można poprosić bez problemu), rozmawiając z mamą dwóch córek, spontanicznie umówiliśmy się na fantastyczny spływ kajakowy piękną Krutynią. Było super! Innego wieczoru wszyscy zebrali się na wieczór filmowy (znacie 7 psychopatów? jedna z moich ulubionych czarnych komedii wszech czasów), a z kolei w środę panowie pojechali obejrzeć mecz, a panie zarządziły wieczór z dzierganiem i winem (całkiem dobre połączenie!).  Niedaleko można zobaczyć Rezerwat w Kadziszewie. Jeśli tylko pogoda dopisywała, Radek, właściciel, rozpalał ognisko i grillowaliśmy zdrowe, lokalne mięso, popijając wino. W życiu nie widziałam tylu gwiazd na niebie co podczas tych wygońskich wieczorów, kiedy rozmowy o wszystkim toczyły się wartko, a godziny płynęły jedna za drugą.

siedlisko na wygonie

Wakacje slow generalnie wymagały od nas gotowania, ale doskonale wyposażona kuchnia, plus zmywarka bardzo to ułatwiają. Na ogromnej działce można poczytać książkę na leżakach lub w hamaku, lub po prostu wyjść na balkon (każdy pokój ma swój). Dla nas dni składały się głównie z chodzenia po puszczy i robienia zdjęć, jeżdżenia na rowerze, pływania łódką po jeziorze, czytania książek i rozwiązywania krzyżówek. Ostatnie dwa dni były tak ciepłe, że w krótkim rękawie wygrzewaliśmy się na słońcu, kiedy w całym kraju lało. W Zełwągach, wsi, gdzie znajduje się pensjonat, pogoda zawsze dopisywała nam bardziej niż w okolicy i to było niesamowite! Wszyscy przypisywali to obecności sołtysa w pensjonacie.

Warto wspomnieć jeszcze o równie ważnych mieszkańcach Wygonu – zwierzakach. Zwierzęta są w tym miejscu bardzo mile widziane jeśli chcecie przyjechać ze swoim pupilem. Jeśli natomiast lubicie koty, to domu strzegą trzy futrzaki (właściwie dwa, bo seniorka Koza raczej nie pokazuje się gościom) i piękny jasny labrador, Sonia. Moim ulubieńcem był zdecydowanie rudy kot Lucek, który generalnie utrzymuje od gości pełen szacunku dystans, ale wystarczy, że zauważy, kto lubi koty (wiadomo, że ja!) i od razu wskakuje na kolana. Jak na czternastolatka, lekko już zezowatego ze starości, przytula się i mruczy zupełnie jak nasz mały kociak, a do tego z prawdziwą lubością ugniata swoich człowieków.

siedlisko na wygonie

Połowa wygonu należy do owiec – pasą się na nim wrzosówki i zupełnie egzotyczne kamerunki, z którymi wiąże się ciekawa historia (zostały uratowane od zmielenia na pasztet!). Bardzo łatwo wkraść się w ich łaski – wystarczy trochę suszonego chleba lub owoców, żeby podbiegały do was później na sam widok i domagały się przysmaków. Nie miałam pojęcia o tym, jak łatwo można polubić owce (chociaż czytałam przecież Sprawiedliwość owiec L.Swann), ale karmienie ich było naszym stałym punktem dnia. Sami zobaczcie na zdjęciu, jakie są słodkie.

Podczas takiego wyjazdu można naładować baterie, zwolnić i odpocząć, a to wszystko w wyjątkowych okolicznościach przyrody. Właściciele obiektu i atmosfera sprawiły, że mamy już miejsca na przyszły rok (które powoli się kończą, więc pamiętajcie o wcześniejszej rezerwacji!) i planujemy wracać na Mazury regularnie. Wszystkie nowe przyjaźnie i miejsca, które trzeba odwiedzić ponownie – to mamy w planach na 2019. Nie trzeba jechać na drugi koniec świata, żeby odpocząć na prawdziwych wakacjach w stylu slow.

siedlisko na wygonie

 

 

  • Pingback: Ulubieńcy maja / 12 niecodziennych rzeczy - Pinch of Salt()

  • Pingback: 6 rzeczy których nauczył mnie minimalizm - Pinch of Salt()

  • Wspaniałe miejsce! Już nawet nie wiem ile razy powtarzałam sobie, że pora wybrać się na Mazury, ale zawsze na planowaniu się kończy… Przynajmniej pooglądam sobie na zdjęciach :D

  • Mieszkam na Mazurach, ale Twoje zdjęcia zachwyciły mnie na nowo tą okolicą. Cudowne miejsce ♥ Idealne na odpoczynek.

    • To masz fajnie! Ale z drugiej strony stwierdziliśmy z mężem że w Warszawie też jest fajnie! a na Mazury będziemy jeździć odpoczywać :)

  • Rzeczywiście cudne miejsce! ♥ Tak jak wspominałaś już u mnie na blogu! ♥ Zdecydowanie moje klimaty. Dużo zieleni, natura na wyciągnięcie ręki. Niczego więcej mi nie potrzeba! Będę mieć na uwadze Twój wpis, kiedy będziemy już konkretnie wybierać miejsce pobytu na Mazurach! :)