#Myfirst7jobs czyli jak zostać managerem przed 30?

W końcu jakiś fajny internetowy łańcuszek, w którym z przyjemnością biorę udział. Widziałam go już m.in u Kasi z Simplicite (ebook zakupiony, będę dziś czytać!), Asi z Szafy Sztywniary (Ryfka, wiem że nie komentuję zazwyczaj, ale kocham Cię strasznie! <3), u Aliny z Designyourlife i u Fashionelki. Mowa o #myfirst7jobs.

Jak prezentowała się moja nietypowa i wyboista droga zawodowa, a zwłaszcza jej początki? Od zawsze miałam silne poczucie niezależności i konieczność zarabiania pieniędzy, co nie za bardzo podobało się moim rodzicom, którzy jak mantrę powtarzali skup się na nauce. Na to też był czas – z osoby, która ledwo skończyła LO skończyła z 5 dwójami na świadectwie maturalnym, miała mocną fobię szkolną (wychodzi tu moja osobowość, bo z kolei z moich przedmiotów które mnie interesowały miałam na tym samym świadectwie szóstki ;-) zamieniłam się w rezolutną studentkę, która biegała na dwa kierunki na UW i jeszcze pracowała wieczorami.

JQLWMUC4GD

 

#1 Herbaciarnia „U Dziwisza” w Kazimierzu Dolnym

Pierwsza praca w LO na wakacjach. Po niej mam do tego miasta szczerą i głęboką awersję. Nie tylko płacili tam marnie, turyści z Warszawy byli bardzo niemili, ale po raz pierwszy zetknęłam się z tym, jak wyglądają układy i układziki, nawet w takich zespołach jak cztery kelnerki+szef. Ale praca miała plus – w wieku 17 lat wiedziałam już, jak ciężko jest zarabiać własne pieniądze. I nauczyłam się wiele o piciu, parzeniu i gatunkach herbaty.

#2 Arkadia – Kino i stoisko

Wrzuciłam je razem, bo w kinie wytrzymałam, z tego co pamiętam, niecałe 3 miesiące. Tutaj poznałam co to jest mobbing i absolutny brak szacunku dla pracownika jako takiego. Ponieważ jestem uparciuchem, nie mogłam znosić tej atmosfery i szybko wyniosłam się dwa piętra niżej. Do dziś z zasady staram się nie chodzić do Cinema City, bo wielu moich znajomych tam pracowało i ma dokładnie takie same doświadczenia. Co ciekawe karma wraca – ta sama managerka o charakterystycznym kolorze włosów i podłym podejściu do swoich podwładnych rozmawiała ze mną o zorganizowaniu wielkiego eventu kinowego w jednej z późniejszych prac. Była bardzo miła i kulturalna, bo chciała na mnie zarobić i nie pamiętała kim jestem, ale ja wiedziałam, jaka jest naprawdę i postanowiłam, że jeśli mam współpracować, to na pewno nie z tą siecią, nawet, jeśli będzie miała najtańszą ofertę.

#3 Korepetycje

Obowiązkowy etap dla każdego studenta języka ;) Wtedy upewniłam się ostatecznie, że nauczycielka ze mnie żadna, chociaż uczniowie za mną przepadali. Dużo jeżdżenia komunikacją. Musiałam je przerwać, bo na 4/5 roku studiów…

#4 Jackpot&Cottonfield Asystent Retail

… zupełnie przypadkiem trafiłam tu i przepadłam. Macie czasem takie wrażenie, że jesteście na swoim miejscu w pracy? Tak było w J&C, zwanym też IC Companys. Początkowo byłam pracownikiem na godziny i co ciekawe, za pierwszym razem, w ostatnim etapie, wybrano drugą dziewczynę, która po tygodniu czy dwóch zrezygnowała. Bardzo chciałam dostać tą pracę i zastanawiałam się, czemu się nie odzywają. To moje pierwsze poważne doświadczenia związane z rozmową o pracę, było to nowe i bardzo stresujące. Zadzwonił do mnie rekruter z agencji tymczasowej, który powiedział mi o sytuacji z poprzednią kandydatką i dodał: „Powinienem zorganizować rekrutację od nowa, ale zapamiętałem panią z ostatniego procesu i jeśli pani chce, zadzwonię do firmy i może pani zaczynać od jutra„. Żałuję, że nie mam do pana Tomka już kontaktu, wysłałabym mu czekoladki! Dzięki niemu moja „kariera” zawodowa potoczyła się właśnie w tym, a nie innym kierunku. Szybko zaproponowano mi umowę o pracę – sprawdziłam się i dobrze wpasowałam – i przez rok godziłam studia dzienne na UW, pisanie pracy magisterskiej i pracę w pełnym wymiarze godzin. Teraz łapię się za głowę, ale wtedy wszystko wydawało się takie proste. Młodość! ;-)

W telegraficznym skrócie IC to była firma marzeń. Głównie tworzyli ją niesamowici ludzie, z którymi do dziś (a firma zwinęła żagle kilka lat temu) utrzymuję kontakt. Nauczyłam się tu całego swojego podstawowego know-how i sznytu pracy w międzynarodowej firmie, organizacji czasu, elastyczności. Odebrałam tu wiele ważnych lekcji, ale najważniejszą z nich było zdecydowanie to, że firmy ze wspaniałą atmosferą i ludźmi istnieją nie tylko w hollywoodzkich produkcjach. Gdyby nie sprzedaż marek, istnieje szansa, że ciągle bym tam pracowała. Kochani, tęsknię za wami bardzo!

#5 Krótkie prace – marketing i okolice

Tutaj będzie skrótowo i bez podawania nazw firm, ale jestem pewna, że wielu z was dobrze je zna. Piękne meble sprzedawane online i promowane przez blogerki w stylu Aniamaluje i firma, która stawia na wspieranie kobiecości, rodzin i ma nieco już przestarzały model sprzedaży bezpośredniej? Ten rok z kawałkiem w dwóch powyższych miejscach to największy koszmar mojego dotychczasowego życia. Stres, mobbing i długa praca po godzinach. Co ciekawe, jeden z tych pracodawców co roku wygrywa piękne statuetki w stylu „Employer of the year”. Większość ludzi, których poznałam w tych dwóch miejscach również pracowała tam krótko, a teraz robią ciekawe kariery w innych firmach… Przypadek? Nie sądzę. Od siebie dodam tylko, że nawet najlepsza pensja nie jest warta poniżania przez psychopatyczne i zakompleksione przełożone i wrzodów na żołądku w wieku 25 lat. Weźcie sobie moją radę do serca i uciekajcie z takich miejsc jak najszybciej. Do dziś zapamiętałam 40-letnią kobietę, która cmokając z dezaprobatą powiedziała mi: Karo, miałaś być taka AMEJZING, a jesteś po prostu DIZAPOINTING.

Cóż droga była przełożona, wy też byliście wszyscy bardzo, ale to bardzo DIZAPOINTING.

#myfirst7jobs

#6 Specjalista ds marketingu, trochę oldskulowa korporacja

Udało się – w końcu porzuciłam asystenki, staże i stanowiska juniorskie i zostałam specjalistą z prawdziwego zdarzenia. Wiedziałam, że ta praca to kompromis, bo ma tego magicznego specjalistę, ale tęsknie patrzyłam na drugą ofertę którą odrzuciłam w luksusowej firmie zajmującej się męskimi RTM i Bespoke, która niestety byłaby powrotem do bycia asystentką i tzw. wszechogarniaczem.

Firma, do której trafiłam – można by napisać o niej książkę. Oldskulowa to słowo które idealnie do niej pasuje. Do dziś śmieję się w duchu, myśląc, że na przykład ja i kolega mówiliśmy do tego samego pana dyrektora na ty, a koleżanka biurko dalej musiała mu „panować”. Miejsce, gdzie prezes zachowuje się jak władca folwarku pańszczyźnianego… ciężka sprawa. Ale to tu nauczyłam się sporo o marketingu – klasycznym, takim jak gazetki, ale też miałam skok na głęboką wodę z e-marketingiem. Kiedy zaczęłam pracę, okazało się że 3/4 zespołu się zwolniło (wiedzieli co robią!), a ogromny projekt czeka na zakończenie. To była ciężka praca, ale kiedy projekt ruszył, poczułam się niesamowicie dumna, bo stało się to m.in dzięki mnie. Tutaj znowu cudowni byli ludzie – pozornie bardzo niedobrany miks, ale za to zgrany i z fantastycznie złośliwym i fatalistycznym poczuciem humoru. Z drugiej strony nasz dział był małą wyspą, o którą rozbijały się absurdy i dziwni ludzie. Z tej pracy wyniosłam mnóstwo praktycznej wiedzy i doświadczeń, cenne kontakty, ale też bolesną nauczkę – nawet jeżeli zrobiłeś/aś coś dużego dla firmy, nie ma ludzi niezastąpionych. Zwłaszcza, jeśli podlizywanie się nowemu szefowi nie jest twoją mocną stroną (moją zdecydowanie nie jest).

# 7 Marketing manager/ninja

Tu jestem teraz. Spełniłam swoje marzenie i wreszcie mam ciekawe, odpowiedzialne stanowisko w firmie, która patrzy na mnie jak na człowieka, a nie na kolejną cyferkę. Dostałam duży kredyt zaufanie, ale i musiałam odnaleźć się w firmie, która jest mało korporacyjna i zdecydowanie bliżej jej atmosferą do startupu (chociaż zatrudnia ok 150 osób w całej Europie). Świetny szef i ogromna dynamika, home office na życzenie, elastyczność – to dostaję. Co daję? 150% zaangażowania! Warto było przejść taką drogę, żeby być tu, gdzie jestem. Miałam chwile zwątpienia i poważne problemy, ale udało się. Oby tak było dalej. No i ninja to w naszej firmie tytuł oznaczający duży szacunek i zasługi, więc nie powiem, puchnę trochę z dumy i zawsze pilnuję, żeby był w mojej sygnaturce.

Plan na przyszłość? Dyrektor/kierownik zespołu. Daję sobie na to 5 lat, trzymajcie kciuki! ;-) A jak to wyglądało u was?
#myfirst7jobs

  • Marta Imiałkowska

    Trafiłam tu przypadkiem a zostanę na dluzej. Bardzo podoba mi się Twój styl pisania! Czy mogę zapytać czym zajmujesz się jako marketing manager, jakie są Twoje obowiązki na tym stanowisku?
    Pozdrawiam serdecznie!

    • Cześć Marta :)
      Koordynuję cały marketing dla projektu, w moim przypadku to głównie e-marketing. Organizuję wydarzenia, szkolenia, jak typowy ninja jestem cały czas gotowa do akcji. Pozdrawiam serdecznie – Karo :) <3