Minimalizm – 10 najczęstszych stereotypów

Minimalizm trafił na salony, jest teraz bardzo modny, pora więc skonfrontować się z niektórymi, często dziwnymi i niepokojącymi, a czasem prawdziwymi stereotypami na ten temat.

 

 

Minimalista musi mieć X przedmiotów

 

Nazywaj to jak chcesz, w Internecie królują różnego rodzaju listy. 100 przedmiotów, 200 przemiotów, 33 sztuki ubrań – te wszystkie pomysły, krążące gdzieś w eterze są tylko pomocą i wskazówką, a nie wyznacznikiem czegokolwiek. Warto zastanowić się, czy taka lista nie powstała na przykłąd na drugim krańcu kuli ziemskiej, gdzie ogromną rolę odgrywa chociażby pogoda, ale i styl życia. Zupełnie inną skalę posiadania ma rodzina z dwójką dzieci, a inaczej podchodzi do tego singiel z wielkiego miasta. Zwierzaki? Druga połówka? Praca z domu kontra dress code? Nie da się tego ująć w jedną, sztywną ramę.

Wielu osobom liczenie przedmiotów daje radość lub poczucie kontroli, ale tak samo było parę lat temu w dietetyce. Ja na przykład liczby mam w głębokiej pogardzie, ale uczciwie przyznam, że nie tylko w tym przypadku. Starszy nad monetą byłby ze mnie słaby. Liczy się to, żeby mieć wystarczająco i bez nadmiaru, a ile, to już najlepiej zdecydować samemu.

 

Minimalista tylko wyrzuca

 

No dobrze, to stereotyp który uskutecznia najlepszy z mężów, który, kiedy chce mi nieco dokuczyć, zawsze mówi „wyrzućmy to!” albo „nie mogę czegoś znaleźć, pewnie to wyrzuciłaś”. Urosło to do pewnego rodzaju gagu w naszym domu. Pamiętajmy, że pozbywanie się przedmiotów ma różne formy. Można inspirować się metodą KonMari, stosować klasyczne odgracanie (wdzięcznie zwane po angielsku decluttering, które ma nawet na Reddcie swoją grupę wsparcia), po prostu pozbywać się rzeczy.

Niestety, w większości przypadków bez porządków i odzyskiwania przestrzeni, zarówno tej fizycznej, jak i mentalnej ani rusz. Wyrzucanie to tylko jedna z opcji, można też rzeczy oddawać czy sprzedawać. Ja zostawiam je w naszej altance śmietnikowej i zazwyczaj szybko znajdują nowych właścicieli. Uważam też, że przydasie to największy wróg minimalizmu i nie mam dla nich żadnej litości, ale wielu minimalistów trzyma np kilka zapasowych ładowarek etc.

 

Minimalizm jest dla bogatych

 

Częsty zarzut spotykany na blogach. Komentarze „nie kupię bluzy szytej w Polsce bo jest za droga, Ciebie stać bo jesteś bogaty/a”. Nagminnie spotykam się ze stwierdzeniem że minimaliście kupują tylko luksusowe rzeczy, drogie meble, a jedyną elektroniką, z jakiej korzystają to (jak na polskie warunki jednak dość drogie) Iphony i Macbooki. To bzdura.

Trzeba jednak rozróżnić dwa typy minimalistów – jeden z nich to minimaliści z wyboru, a drugi z konieczności. Pamiętam taki podział z książki Chcieć mniej i uważam, że jednak są to dwie zupełnie inne rzeczy. Spotkało mnie w życiu to szczęście, że mogę wybierać, ale nie każdy je ma. Każda jedna osoba to inna sytuacja i zupełnie inna motywacja.

 

minimalizm

 

Minimalizm jest opresywny

 

Przyznam, że była to dla mnie nowość, ale zwłaszcza w zachodniej prasie pojawia się mnóstwo krytyki tego trendu (polecam na przykład ten artykuł z NY Times). Według jego przeciwników są dwie grupy, które są przez ten trend piętnowany. Jest to trochę abstrakcyjne dla polskiego odbiorcy, bo jednak u nas 90% osób związanych z tym stylem życia to kobiety, ale postaram się wam to wytłumaczyć.

Grupą korzystającą są mężczyźni, najczęściej biali. To oni żyją z jednym plecakiem, podróżując po świecie i zamieniając się we współczesnych nomadów. Jeśli twoimi jedynymi rzeczami jest odrobina ubrań, laptop, telefon etc. to musisz być gotowy na stosunkowo częste zakupy – nosząc jedną parę butów niszczymy ją dużo szybciej etc. Minimalizm piętnuje gromadzenie, a kto kupuje mnóstwo kosmetyków i durnostojek do domu?

Tak tak, kobiety. To niby kobiety mają gorzej i zmusza się je do pójścia wbrew instynktom. Co za bzdury. Nie jestem zbyt reprezentatywnym przypadkiem, bo większość moich znajomych płci męskiej to raczej dandysi niż nomandzi, ale jest to argument który moim zdaniem nie ma większego sensu.

Drugą grupą są już wspomniani ludzie o niskich dochodach, na przykład uchodźcy którzy, cytując artykuł, nie mogą sobie pozwolić na wyrzucanie rzeczy bo nie stać ich na zakup nowych. Myślę, że to w ogóle nie powinno być uwzględniane w tego typu dyskusjach, bo da się pod ten argument podciągnąć wszystko.

 

Minimalista ma pusty dom

 

… albo zamiast zwykłego kupuje taki mały, w skrajnym przypadku uważa, że wynajem lub podróżowanie i spanie u ludzi poprzez couchsurfing czy AirBnB to idealny styl życia. Plus często nie ma łóżka. Nic z tego się nie zgadza, chociaż w międzynardowej społeczności minimalistów, której jestem członkiem znajdziemy mnóstwo takich osób.

Mnóstwo jest takich jak ja – ma stosunkowo „normalne podejście”, czyli mieszkanie, ale ani bez echa, ani bez przeładowania. Kredyt tak, ale rozsądny. Łóżko? Po latach spania na niewygodnych, najtańszych sofkach w wynajmowanych mieszkaniach kocham mój twardy materac i wielką ramę. Nomen-omen z Ikei :) Znowu – to zależy od tego kim jesteś, jak żyjesz, czy wynajmujesz pokój czy masz na własność dom, czy mieszkasz z rodziną czy sam/a.

 

Minimaliści nie znoszą prezentów

 

Chyba pierwszy punkt, który ma w sobie ziarno prawdy. Jeśli nie gromadzisz przedmiotów, a ktoś usilnie wciska ci graty i prezenty (lub graty które udają prezenty żeby trudniej było odmówić). Wyrzucanie czy oddawanie dalej, sprzedawanie takich nietrafionych niespodzianek to ciągle temat tabu (pisze o tym na przykład Kasia Kędzierska w Chcieć mniej).

U nas pomogło postawienie sprawy jasno – po prostu nie bierzemy rzeczy, czegokolwiek, jeśli nie jest to nam potrzebne. Wciskanie przedmiotów przybiera różne formy. 10 lat od wyprowadzenia się z domu i pewnego czasu życia z alergiami pokarmowymi, wracając do domu ciągle słyszymy:

ale jak to nie chcecie zapakować sobie 200g żółtego sera?” (od którego, jak od reszty nabiału koszmarnie boli brzuch)

zobaczcie tu jest ładny zestaw filiżanek, co, tacy jesteście bogaci że wam nie potrzeba?” (mamy zestaw białych, estetycznych kubków z IKEA i filiżanki z wężowym wzorkiem nie będą pasowały, poza tym po co nam cały wielki zestaw, skoro jest nas dwoje?)

„weźcie to ciasto którego nie lubicie/za dużą koszulę której najlepszy z mężów w życiu nie założy/słoiki które nie zmieszczą się do małej, podróżnej torby z którą jeździmy”. Nie, nie nie.

Minimaliści skupiają się na przeżyciach, ale są pewne uniwersalne prezenty. Butelka wina czy kraftowego piwa (warto podpytać, jakie ktoś lubi, ja na przykład preferuję białe i lagery ale co osoba to inne preferencje), słoik konfitury, czekolada raw bez mleka, bukiet kwiatów na ręce pani domu – przyjmę każdą ilość! Od cioci najlepszego z mężów dostaliśmy zaszczepkę rzadkiego gatunku mięty w białej doniczce, która pięknie rośnie już drugi rok. To jest dopiero rewelacyjny prezent.

Jestem wręcz maniaczką dawania fajnych, przemyślanych prezentów i niestety oczekuję tego samego od ludzi. Wolę, żeby ktoś zaprosił mnie na kawę i żebyśmy spędzili miło czas, niż wciskał mi pierdoły które później lądują w koszu, a do tego czuję, że ktoś się nie postarał.

Na koniec podam anty-przykład: pracowałam parę lat temu w pewnym kosmetycznym koncernie promującym siłę kobiet i kobiecość sprzedającym kosmetyki z katalogów (pewnie domyślacie się, o który chodzi). Trwało to niecały rok, a ja poznałam stres i mobbing w najgorszej formie i nabawiłam się wrzodów żołądka w wieku 25 lat. Nie znoszę ich, nie używam i nie wspieram i sądząc po olbrzymiej rotacji i złych opiniach na warszawskim rynku pracy, nie jestem w tym przekonaniu samotna.

Nie przeszkadza to jednej z osób z mojej rodziny (tej samej, od której kiedyś dostałam rok po roku 3 razy pod rząd tą samą kupioną w jakiejś hurtowej promocji książkę!) z uporem maniaka obdarowywać mnie zestawami z tej firmy, co generalnie tylko strasznie mnie smuci, bo pokazuje, jak mało jestem w tym procesie ważna…

 

minimalizm

 

Minimaliści to straszne snoby

 

Znowu, to zależy. Ja jestem z tych co najchętniej meblują w IKEI z dodatkami z takiego Westwinga, ale nie rozumiem piętnowania pięknych, luksusowych rzeczy, jeśli komuś się podobają i je na niego stać. W Polsce takim krytykowanym przedmiotem pożądania są produkty firmy Apple – komputery i telefony, które w takich Stanach kosztują grosze w porównaniu do zarobków. U nas jest to spory wydatek dla przeciętnego zjadacza chleba i wielu ludzi bardzo je krytykuje.

Sama korzystałam z nich i uważam, że to produkt jak każdy inny. Jestem przyzwyczajona do okienek i do Androida (tutaj był post z moimi ulubionymi aplikacjami) i chyba przy nich zostanę, ale iOS to system taki jak każdy inny. Ładny, estetyczny, ale funkcjonalnością nie różni się aż tak bardzo od Androida. Czy to są produkty snobistyczne? Nie, po prostu mocno overpriced w złotówkach. Ale za to Iphone robią kapitalne zdjęcia!

 

Życie z minimalistą jest trudne

 

Czy życie z nie-minimalistą? Na redditowej społeczności przynajmniej raz w tygodniu pojawia się post w stylu „moja narzeczona mnie nie rozumie„. Wydaje mi się, że jak długo podchodzimy do siebie z szacunkiem i miłoscią, da się jednak pogodzić wszystko. Idealistyczne podejście, wiem. Ale trzeba rozmawiać, wypracowywać, szukać kompromisu. Kto wie, może druga połowa uzna, że nie taki diabeł straszny jak go malują? :)

 

Minimalizm to tylko moda

 

Tak i nie. Kiedy widzę posty o minimaliźmie u blogerek takich jak Liska (którą, żeby nie było, śledzę z zachwytem bo robi piękne zdjęcia) ze swoim pokojem wypełnionym od sufitu do podłogi książkami i połową postów na Instagram pokazującą nowe zakupy, czy Anwen, która jest wspaniała, ale koło minimalizmu nigdy nawet mówiąc kolokwialnie nie stała, widzę, że jednak aspekt chwilowej mody jest mocny. Każdy chce coś o nim napisać.

Wydaje mi się jednak, że osoby, które znajdą w nim to, czego szukają (a jest ich coraz więcej i więcej) nie odejdą od tej filozofii tak szybko. Dla mnie stała się ona sposobem na życie i ważną wskazówką, dlatego, kiedy widzę interetowe haule, czy słucham narzekania koleżanki która obsesyjne kupuje tanie ciuchy i nigdy nie ma się w co ubrać, wiem, że to droga dla mnie :) Jestem po prostu szczęśliwa i cieszę się, że kiedyś spotkałam tę filozofię i styl życia na mojej drodze.

 

minimalizm

 

  • Nie jestem minimalistką, ale dużo z „minimalistycznych” rzeczy przychodzi z wiekiem i doświadczeniem. Pięć lat po wyprowadzeniu się z domu widzę, że na szafkach stawiam zdecydowanie mniej rzeczy, rzetelniej przebieram szafę i oddaję ciuchy, których nie noszę i wiem, że nie ubiorę.Wybieram mniej i mam nadzieję lepiej. Chociaż nigdy nie nazwałabym siebie minimalistką.

    Nie rozumiem trochę naszej mentalności oceniania człowieka w tak szybki sposób. Nigdy nie zazdrościłam ludzi pieniędzy – to chore. Osoby, które mówią, że produkty firmy Apple są dla snobów zapewne sami chcą je kupić, ale z jakiś powodów nie mogą i zazdroszczą. Piszę to jako osoba, która korzysta z Windows i Androida i raczej nie planuje kupić żadnego z produktów Apple.

    • Nie wiem czemu tak jest, ale Iphone budzi sporą sensację. Korzystam z niego obecnie w pracy i o ile zdjęcia robi pierwsza klasa, to resztą funkcjonalności nie odbiega od „zwykłego” telefonu :)

  • Czytałaś książkę K.Kędzierskiej Chcieć mniej? Tam jest właśnie taki rozdział o stereotypach w kwestii bycia minimalistą. Ja uważam, że tak naprawdę sami powinniśmy sobie postawić granice i określić w którym momencie zaczyamy być już minimalistami. Ktoś może mieć 10 torebek i też będzie minimalistą, a ktoś tylko 1. Nie powinno się mylić minimalizmu z ascetyzmem.

  • Minimalista ma X rzeczy w domu! To jest najwększy stereotyp i bujda. Bo przecież tak sie nie da! Bardzo mi sie to niepodoba, jeszcze jakiś czas temu, jak zaczynałam z minimalizmem , to wydawąło mi sie że musze do tej X liczby dążyć bo wszyscy o tym pisali. Ale to nie jest wyjście. minimalizm to przecież filozofia posiadania tego co potrzebne i nie uleganie konsumpcjonizmowi. Dla mnie to bardziej przejęcie kontroli nad naszym życiem, uproszczenie go i odrzucenie kultu rzeczy. A minimalista nie lubi prezentów? Chyba jak każdy, kto dostanie coś nieodpowiedniego. Czy minimalizm jest dla bogatych? Zdecydownie nie, a jeśli ktoś tak uważa to podejrzewam, że patrzy tylko na chwilę obecną, albo w bardzo bliską przyszłość. Zgadzam się, że minimalista częściej wybiera sie rzeczy lepsze jakościowo, co wiąże sie z większym wydatkiem, ale ostatnecznie chodzi o to by kupowac mniej i rzadziej.

  • Magda Kędzierska

    Trafiłam tu przez przypadek i zostanę:) Podoba mi się. Minimalizm wcielam w życie od prawie 4 lat, choć pierwsze przymiarki były 5 lat temu.Proces powolny, długotrwały, ale z pewnością wart poświęcenia czasu. Mam męża, który choć minimalistą nie jest przynajmniej nie uważa się za takiego ,to jednak jest właśnie takim typowym facetem, który niewiele przedmiotów posiada, ale jak już coś kupuje to z górnej półki, co służy mu całe lata. Mam dwoje dzieci, każde ma po jednej szufladzie ubrań, do tego wspólne zabawki, w niewielkiej (w porównaniu do dzieci znajomych) ilości.Moim największym problemem były książki, ale z każdym kolejnym wyniesionym/oddanym/sprzedanym pudłem były lżej – i zeszłam z ponad 800 sztuk do 41:) Pokochałam ebooki.

    Ale dla mnie minimalista to niekoniecznie brak kolekcji, typu książki. Dwa dni temu obejrzałam film Minimalism. A documentary about the important things nakręcony przez duet The Minimalists.com i zgadzam się z nimi, że minimalizm to niekoniecznie mało przedmiotów i puste przestrzenie, to przede wszystkim otaczanie się przedmiotami potrzebnymi, ale też ważnymi dla nas w jakiś sposób – jasne, że potrzebny tu jest rozsądek, ale to tak jak we wszystkim, bo z pozbywaniem się rzeczy też można przesadzić.

    PS. Uwielbiam meble z Ikei, są proste, łatwe do sprzątania (nie lubię sprzątać) i niekoniecznie muszą być białe.

    • Magda, cześć! Dzięki za miły komentarz <3

      Co do duetu The Minimalists to mogę Ci wspomnieć w ramach ciekawostki że społeczność minimalistyczna ich w większości nie znosi i przypina im łatki w stylu "sprzedali się, hipsterzy, snoby". Nie wiem czemu.

      Białe meble strasznie się kurzą, też nie lubię tego, dlatego stawiam na białe ściany. Można je bez problemów szybko pomalować!

      • Magda Kędzierska

        Dlatego ja się nie identyfikuję ani ze społecznością minimalistyczną, ani w ogóle z takim tradycyjnie pojmowanym minimalizmem, raczej nazywam siebie optymalistką, bo nie uważam, żeby skrajności były dobre, a duet The Minimalists to dla mnie taki bardzo radosny minimalizm, radość życia, a nie asceza jak pragnęłoby wielu minimalistów.

        A ja uwielbiam białe meble, bo można do nich dodać mnóstwo kolorowych rzeczy, od ścian, po inne meble i nie będzie od tego bolała głowa. Pokój dzieci mam w białych meblach, bo zabawki są tak kolorowe, że to w zupełności wystarczy. I u mnie jakoś bardzo się nie kurzą, ale mieszkam w domu i mam kawałek do ulicy, więc pewnie dlatego.

        • Zgadzam się z tym, że minimalizm nie musi oznaczać ascezy. Oby więcej ludzi z takim podejściem :)

  • Jestem tu (chyba) pierwszy raz i bardzo mi się podoba! Zgadzam się właściwie w każdej kwestii, którą poruszasz:)

    Etap wyrzucania mam już dawno za sobą, teraz już tylko pojedyncze sztuki ubrań, gdy faktycznie się znoszą i nie nadają do użytku, czy przedmioty np.okrągła szczotka, która po x latach upadła i złamała się rączka. Ale na jej miejsce kupiłam nową, bo żyć bez szczotki już ciężko.

    Czy dla bogatych to zależy jak kto woli, ja chce wspierać polskie marki i skoro mogę to czemu nie? Chociaż i kupuję w sieciówkach jak nie mam innego wyboru, bo tak jak piszesz niektóre rzeczy są za drogie dla mnie. I to nawet nie chodzi o to, że mogłabym na taką dzienną sukienkę za 500 zł oszczędzić, mogłabym, ale to się po prostu nie godzi z moim wewnętrznym ja, bo ja wolę też mieć oszczędności i spokój, by nie pracować jak chomik w kołowrotku na te wszystkie drogie gadżety, ubrania itd.

    Opresywne/trudne to może być nieraz życie z osobą która gromadzi i wciąż chce więcej i więcej i wciąż jest niezadowolona z tego co już posiada:p

    Pusty dom szybciej się sprząta. Podobają mi się białe ściany, bo jest jaśniej, co w polskim klimacie, gdzie połowa roku to szaruga, dla mnie jest bardzo ważne. Chętnie zamieniłabym mieszkanie na mniejsze, jednak się przeliczyliśmy kupując je (na kredyt) 6 lat temu. W sensie jest za duże dla dwójki osób, a w dalszym ciągu nie mamy planów powiększania rodziny. Można by mieć mniejszy kredyt, mniejsze zobowiązanie i więcej spokoju… Nie narzekam jakoś szczególnie, ale po prostu widzę, że można było zrobić inaczej. Lecz, gdy się jest bardzo młodym i słucha starszych, bo mądrzejsi itd…

    Prezenty to temat rzeka, Ty to najtrafniej uchwyciłaś. Ja lubię prezenty jak są przemyślane i widać, że się kogoś słucha/zna ;)

    Za snobkę się nie uważam, nie mam iphona itd. bo akurat nie czuję potrzeby. Meble z ikea też mnie satysfakcjonują. Dużo więcej snobów widzę, tych nie minimalistów.

    Nawet jeśli minimalizm to moda i ktoś miałby na chwilę przemyśleć kilka spraw w swoim życiu to dobrze. Nawet jeśli nic nie zmieni. Sto osób stuknie się w głowę, a sto pierwsza doceni swoje życie, to co posiada, zacznie się nim cieszyć właśnie dzięki minimalizmowi. Dostaję czasami takie wiadomości od osób czytających mojego bloga, może nie jest ich jakaś masa jak przy blogach lifestylowych czy innych, ale jednak, ktoś z tego czerpie korzyści. Ja na minimalizm o dziwo trafiłam szukając w sieci jak zorganizować przestrzeń, jak przechowywać. A się okazuje, że wystarczyło mniej posiadać, by 65m2 stało się zbyt duże :P

    • Bogusiu, cześć! Miło że mnie odwiedziłaś :)

      Zgadzam się ze wszystkim w stu procentach, poza mieszkaniem (chociaż ciągle planuję się zainspirować jedną z grafik/plakatów które u Ciebie widziałam, czekam tylko aż odmalujemy ściany). Nasze ma 56m i tak jak wasze jest z rynku wtórnego, 3 pokoje na dwie osoby + zwierzaki i jest bardzo fajne. Brakuje mi tylko balkonu, bo mamy taki „na wyjście na papierosa” :(

      Znajomi pytają się, czemu, skoro teraz więcej nie zarabiamy to nie zmienimy mieszkania na takie w nowym budownictwie, na grodzonym osiedlu, a ja się pytam „po co?” ;)

      • Też się cieszę, że tu zajrzałam i planuję częściej!
        Może dlatego, że za bardzo uwiera mnie rata kredytu? I większość czasu spędzamy w jednym pokoju w drugim śpimy. Balkon mamy duży, długo na całą długość pokoju dziennego więc ok.7 m z czego nawet 1/3 odstąpiliśmy kocurom.
        Nowego budownictwa też nie wybraliśmy, bo po prostu nie mielibyśmy kasy na wykończenie,by móc od razu zamieszkać.
        Mi się marzy działka, też na dzielnicy w której mieszkamy i malusi domek tak max. 40m2,ale mąż to by chciał co najmniej 100m2 jeszcze ze schronem pod spodem :p crazy :p

        • To może taka działka typu ROD? :) Teraz dużo młodych par kupuje żeby mieć gdzie posiedzieć w sezonie :)

          Małe domki są teraz trendy! Jest koło nas taka nastrojowa ulica jak z Kazimierza Dolnego, zaraz przt metrze, ale za dom z lat 30 do kapitalnego remontu ostatnio było 1,5 mln zł więc obawiam się, że raczej zostaniemy przy mieszkaniu. Ech te ceny w stolicy:)

          Miłego dnia!

  • Przyjazne Życie

    Minimalizm jest filozofią i pewnie dla kogoś z boku jest to pusty dom, snobizm i to wszystko o czym napisałaś. A tu przecież nie o powierzchowność chodzi. W minimaliźmie docenia się rzeczy i traktuje się je jako narzędzia a nie jak wyznacznik dobrobytu, jest to też powiązane z wyborem lepszych jakościowo produktów, korzystania z tego co jest nam potrzebne i nie uleganie aktualnej modzie. Mam wrażenie, że minimalizm uwalnia i dzięki niemu odzyskałam lekkość i większą swobodę, przestałam być przytłoczona rzeczami, które mnie poprostu męczyły. I tak jak nasałaś, kto się zagłebi w tą filozofię na pewno nie porzuci jej zbyt szybko.

    • Są tacy, co napiszą posta i po tygodniu wrócą, ale są tacy, którym zmieniło to życie. Cieszę się, że jesteśmy w tej drugiej grupie! :) Ciekawe, co się będzie o minimalistach pisało za parę lat.

      • Też jetem ciekawa:D Czy to będzie uważane za chwilową mode, czy rozwinie się bardziej, a może wszyscy tacy będa? Ja trochę próbuje żyć z ideą zero waste i myślę, ze może w tą storonę się rozwinie. Polega to rownież na uproszczeniu życia, ale w dużej części na nie produkowaniu śmieci, czyli kupowaniu produktów do swoich opakowań lub w opakowaniach szklanych/papierowych. Zmiejszeniu liczby rzeczy w domu, wyboru rzeczy prostych, korzystaniu z produktów z drugiej ręki i naprawianiu posiadanych, które się zniszczyły. Bardzo ciekawa idea :)

        • U mnie wielkim problemem i ekstrawagancją jest to, że jak idę rano do piekarni to proszę o wrzucenie pieczywa do mojego koszyka zamiast do foliówki. Jedna pani ekspedientka celowo zapomina i wszystko mi zawija w folióweczki, więc chyba raczej daleka jeszcze czeka nas droga w tym temacie ;)

  • Bardzo, bardzo ciekawy wpis! Same konkrety! Cieszę się, że miałem okazję go dziś przeczytać :) A minimalizm warto promować, więc walka ze stereotypami jest jak najbardziej na miejscu, dzięki!

    • Dzięki! Nie dajmy się, nie jest nas aż tak znowu wielu…a nie taki diabeł straszny ;)

  • Karolina, świetnie to zebrałaś! Trzeba raz na zawsze rozprawić się z tymi stereotypami, bo ludzie uważają nas za oszołomów…

    • Albo za dziwaków! :) Moja koleżanka nie może zrozumieć, czemu odmawiam szwendania się po galerii handlowej… ;)