LISTA 10 MOICH MAŁYCH DZIWACTW

Zainspirowana postem Doroty (klik) wrzucam swoją listę 10 małych lub całkiem sporych dziwactw. Wydaje mi się, że jeśli ktoś nie zna mnie blisko, myśli sobie, że jestem zwyczajną, miłą dziewczyną (czy w wieku 28 lat jestem jeszcze dziewczyną czy już kobietą? czuję się bardziej dziewczyną, zdecydowanie!). Ci jednak, którzy poznali mnie bliżej, wiedzą, że jest ze mnie czasem niezły freak.

Niewiele mam lęków lub fobii, niestraszne są mi przesądy ale za to masę dziwacznych przyzwyczajeń. Sama uwielbiam podczytywać takie posty i myśleć sobie „o, to zupełnie tak jak ja!” albo „no nie, nie pomyślałabym o tym„. Z Dorotą łączy mnie zdecydowanie punkt Czytam książki do końca, nawet gdy są strasznie nudne. Aktywnie prowadzę na moim profilu na Lubimy Czytać swoją biblioteczkę i zawsze staram się mieć przynajmniej te 52 książki rocznie. W końcu bycie absolwentką dwóch filologii i niedoszłym doktorantem literatury komparatystycznej do czegoś zobowiązuje, prawda? ;)

Nie chcę być skazana wyłącznie na treści w Internecie, które i tak masowo konsumuję w związku z pracą. Niedoczytanie zdarza mi się bardzo rzadko, ale do tej pory mam wyrzuty sumienia że od trzech miesięcy nie jestem w stanie przebrnąć przez książkę guru minimalistów, Francine Jay, The Joy of Less, A Minimalist Living Guide: How to Declutter, Organize, and Simplify Your Life. Zdecydowanie bardziej polecam nasze Chcieć mniej! No, to jedziemy.

Nie znoszę oglądać/czytać czegoś po raz kolejny.

Kiedyś doprowadzało mnie to do szału w najlepszym z mężów. Jak on mógł oglądać ten sam odcinek serialu po kilka razy, nawet, jeśli jest bardzo śmieszny? Aaa. Wychodzę z założenia, że jesteśmy tak zasypywani treściami i tyle jest do przeczytania i obejrzenia, że na przykład film, chociaż dostaje ode mnie 8 czy 9 w skali 1-10 i oglądałam go z przyjemnością i tak za nic nie będę chciała go włączyć ponownie. Nie wiem, czemu tak jest. Tak samo jest z książkami – pochłaniam je szybko i zabieram się za następne. Podobnie z filmami na YT. Oglądam na w miarę na bieżąco kilka kanałów (GMM, Smosh Games czy Screen Junkies), ale nie wracam nawet do tych najśmieszniejszych czy poruszających. Często mam tak na różnego rodzaju imprezach – ludzie mówią zobacz, tu jest taki filmik na YT – tyle, że ja ten filmik znam od miesiąca i nie chcę go znowu oglądać!

LISTA 10 MOICH MAŁYCH DZIWACTW

Jestem jedyną znaną mi osobą, której bardzo podobał się BvS Świt Sprawiedliwości :(

Niestety! Ciągle mnie to po trochu męczy w środku. Jako wielka fanka postaci z uniwersum komiksowego DC nie mogę zrozumieć, czemu ludzie tak źle podeszli do tego filmu. Reżyser Zach Snyder zrobił widowiskowy, melancholijny film o boskości, odpowiedzialności i tym, co znaczy być superbohaterem, lub, jak teraz nazywa się takie jednostki, meta-człowiekiem. Lubię sobie powtarzać, że to po prostu jak z dobrą literaturą – Internet zalewają peany na temat beletrystycznych gniotów, a mało kto pochyla się nad klasykami, bo zwyczajnie ich nie rozumie. Niestety znajomi i przyjaciele nie podzielają mojego entuzjazmu i wykorzystują każdą okazję, żeby rzucić kąśliwą uwagę w stylu w przeciwieństwie do BvS, prawda Karo? Ale co tam, wierzę w Batflecka i w nową Wonder Woman, moją ulubioną bohaterkę i w jej solowy film.

Kompletnie nie zwracam uwagi na szczegóły

… które nazywam sobie w głowie pierdołami. O co znowu zawsze mamy w domu lekkie starcia i mnóstwo dyskusji. Mała plamka? Eee tam, przecież tylko ty ją widzisz. Zarysowanie? Jakie zarysowanie? Czepiasz się. To cała ja. Pomaga mi to nie oszaleć, ale z drugiej strony jest czasem bardzo upierdliwe dla otoczenia. Żadna ze mnie perfekcjonistka niestety. Nie jest to modne, ale nie muszę mieć szczegółowego planu ani zawracać sobie głowy drobnostkami. Co z tego wynika? Później stresuję się, że coś nie idzie zgodnie z planem, bo plan nie był szczegółówy. Z plusów czyni mnie to mistrzem improwizacji, chociaż przy okazji mocno stresuje.

Jestem wyjątkowo dziwną mieszanką introwertyka i ekstrawertyka

Objawia się to dwutorowo. Zwłaszcza zawodowo i wśród obcych (tutaj jest to może nieco lepiej widoczne niż w przypadku znajomych) dostaję zawsze feedback że zarażam pozytywną energią, jestem bardzo pozytywna, uśmiechnięta, ludzie mnie lubią, a ja lubię ludzi. Lubię z nimi pracować, przebywać, słuchać. DO PEWNEGO MOMENTU. Później zdecydowanie zaczynam tęsknić za domem, robić się senna i zirytowana i ciągnąć najlepszego z mężów za rękaw, albo przysypiać gdzieś w kącie na kanapie. Dlatego nie lubię dużych firmowych/branżowych imprez, ale na planszówki i wino z naszymi kochanymi sąsiadami (A&K, pozdrawiam was najserdeczniej kochani) chętnie się umówię zawsze. Od innych odpoczywam w swoim domu, z drugą połową i prosiakami i nie lubię, kiedy ktoś próbuje tą granicę naruszać. Szczególnie mocno odchorowuję toksycznych ludzi – zwłaszcza „koleżanki” stosujące zaawansowaną metodę attention whoring. Nie mam pomysłu, jak to przetłumaczyć, ale myślę, że określenie samo siebie wyjaśnia.

SAMSUNG CAMERA PICTURES

LISTA 10 MOICH MAŁYCH DZIWACTW

Nie jestem fanką przesądów, tradycji i „bo tak wypada”…

… i bardzo łatwo można mnie do siebie w ten sposób zrazić. Pewnie za łatwo. Kiedy słyszę jedno z trójcy tych stwierdzeń „ale co sobie ludzie pomyślą?”, „nie wiem czy to wypada” albo „tak się zawsze robiło i ludzie jakoś żyli” dostaję przysłowiowej piany. Zawsze mam ochotę być wtedy niemiła. Pewnie dlatego nie da się mną w żaden sposób sterować ani wpływać. Przytoczę krótką, prawdziwą historię. Dostaliśmy zaproszenie na wesele i ślub od pary, która od 1,5 roku miała już ślub cywilny. Na pytanie, po co im kolejny, po długim wahaniu odpowiedzieli szczerze, że rodzice dziewczyny, konserwatywni mieszkańcy wsi, nie uznają ślubu cywilnego i cytując, obrażają mojego męża i traktują go bez szacunku. Aż się we mnie zagotowało. Dziewczyna, zamiast chronić swoją rodzinę i swoje małżeństwo, zgodziła się na coś, czego wcale nie chciała i w co nie wierzyła, żeby rodzice byli zadowoleni. Byliśmy na chwilę na tej uroczystości i jak na dłoni było widać nastrój „państwa młodych” – impreza była wyjątkowo nieudana i po prostu smutna. Niestety dla siebie nikt nie ma prawa mówić mi co i jak robić. Wyjątkiem jest moja druga połowa, do tego instruktorzy na zajęciach i lekarze. Reszta, zwłaszcza upierdliwa część rodziny może być pewna, że zaczynając rozmowę w tej sposób nie zrobię czegoś, lub zrobię to totalnie na odwrót.

Boję się klaunów…

Nie wymaga komentarza, prawda? Nie jestem strachliwa i brzydliwa, ale klauni, dzięki jakiemuś horrorowi, który obejrzałam przypadkiem jako dziecko kojarzą mi się bardzo źle, nigdy dobrotliwie. Brr! Na samą myśl o klaunie skręca mi się coś w brzuchu. Dodajmy do tego laleczkę Chucky. Aaa!

…i trochę robotów i automatonów

To akurat wzięło się z czasów studiów. Jestem ogromną fanką XIX-wiecznej literatury (to się chyba kwalifikuje jako osobny punkt do dziwactw, prawda? Zaraz dopiszę) i z zapałem chodziłam na wszystkie kursy związane z tym tematem. Ba, byłam jedną z nielicznych osób która zazwyczaj miała przeczytane książki i teksty dodatkowe, bo szalenie ją to interesowała.

Wiąże się z tym śmieszne wspomnienie – w naszej cudownie zabawnej grupie komparatystycznej na drugim kierunku (eksperymentalny program i bardzo wysoki próg punktowy) było nas trochę za mało i na większość zajęć dołączano nas do zwykłej polonistyki. Kiedy okazało się, że praktycznie cała grupa uwielbia czytać i dyskutować, prowadzący zaczęli zabiegać o prowadzenie zajęć i kursów dla nas, a pozostała część studentów miała zazwyczaj nie lada problem do zgryzienia.

Jednym z kursów, który uwielbiałam a na który większość ludzi zapisało się dla 8 cennych punktów ECTS na anglistyce była Powieść gotycka. Profesor Wiśniewski, który uwielbiał dyskutować zawsze sprawdzał, czy powieść była przeczytana, a zazwyczaj książki z kursu miały po kilkaset stron. Jedne z zajęć poświęcone m.in zjawisku zwanym ucanny (tutaj polskie tłumaczenie na wiki), czyli niesamowitości, znanym nie tylko w literaturze, ale też w kultroznawstwie, psychologii i robotyce.

Po przeczytaniu Piaskuna E.T.A Hoffmana, krótkiego i pozornie mało strasznego opowiadania długo nie mogłam pozbyć się uczucia grozy i włosków stających dęba. Jeśli zjawisko wydaje się wam interesujące, więcej można poczytać o nim tutaj po polsku. Swoją przystępną wersję omówienia zjawiska przygotował niedawno duet z Good Mythical Morning (klik). Piaskun to dowód, że niedopowiedzenia mogą być bardziej przerażające niż nowoczesne horrory, które straszą bardziej efektami wizualnymi niż czymkolwiek innym. Takie uczucie powoduje m.in wrażenie, że wszędzie widzimy ten sam numer. Nie mieliście tak nigdy, że podjeżdża wam tramwaj 22, mijacie autobus 122, a zegar kilkukrotnie w ciągu dnia pokazuje 22 minuty po pełnej godzinie, kiedy na niego patrzycie? To właśnie poczucie niesamowitości.

LISTA 10 MOICH MAŁYCH DZIWACTW

Uważam, że XIX wiek to najlepsza literatura na świecie

…I strasznie smuci mnie, że jedyne, co się pojawia na większości blogów poświęconej tematyce książkowej to gnioty obyczajowo-romantyczne podesłane akurat przez wydawnictwo za darmoszkę. Sama często czytam fantastykę różnych lotów, ale nie oceniam jej wysoko i się nie zachwycam. Taka jestem surowa (haha).

Czytałam kilka pozycji nominowanych do książki roku na lubimy czytać i autentycznie chciało mi się płakać. Czytelnicy nominowali gnioty, schematyczne i do bólu nieznośne tytuły. O ile rozumiem i podzielam zachwyty nad takim Brandonem Sandersonem, czy mistrzami skandynawskich kryminałów, to popularność chociażby książki roku 2015 w kategorii fantastyka, fantasy sprawia, że jest mi smutno.

Ta część mnie, która kocha dobre książki ma ochotę powiedzieć: ludzie, przeczytajcie sobie dobrego Dickensa czy Dostojewskiego, Prusa, czy wstrząsającą O czym się nie mówi Zapolskiej. Przysięgam, jeśli spotkam w metrze kogoś, kto będzie czytał klasykę to chyba go uściskam. No, ale w myśl zasady lepiej czytać słabe książki niż żadne nie mówię nic.

Nie znoszę nieściętego jajka, w szczególności białka

Proste i niestety uciążliwe. Moje jajecznice są zawsze mocno przyrumienione i chrupiące, aż miło. Mąż się przyzwyczaił, ale goście czasami są mocno zdziwieni. Nie wiem czemu, w końcu ratuję ich przed niechybną salmonellą i należy mi się za to medal, prawda?

Noszę czapkę we wrześniu

Niestety czasy kiedy ściągałam nakrycie głowy, kiedy tylko widok mamy stojącej groźnie w oknie znikał odeszły do lamusa. Żeby ratować zatoki paraduję w cienkiej czapce wtedy, kiedy co bardziej zahartowani noszą jeszcze krótkie spodenki. Zdrowie ważniejsze, ale czasami wygląda to śmiesznie – dzień jest pozornie ciepły, a Karo do okularów przeciwsłonecznych zakłada czapkę.

Dajcie znać, jakie są wasze dziwne/nietypowe zachowania w komentarzach! Czy ktoś w ogóle dobrnął do końca tej listy? ;)

 

  • Co do jajek mam tak samo:) Musi być ścięte, sadzone smażę z 2 stron. I też nie lubię klaunów (już sama nazwa okropna i jak to się pisze!). Pozdrawiam

  • „BvS Świt Sprawiedliwości” był świetny (więc jest nas dwie)! A Affleck, choć nie przepadam za nim, jest jednym z najlepszych batmanów!!! Poza tym też mnie wkurza to co wypada i lubię ambitne książki, choć bzdety też czytuję :)