Lipiec wg Pinch of Salt + 12 niecodziennych rzeczy

Kolaż 9 rzeczy lipiec

W końcu udało mi się wrócić z moim ulubionym cyklem! Zobaczcie, co działo się u mnie w lipcu 2016. Miesiąc nie był aż tak ciepły, jak bym chciała, ale może to i lepiej. Czekam na upały w sierpniu!

#1 Lipiec to u mnie czas sezonowych owoców. Crumble bez nabiału (z margaryną/olejem) było grane bardzo często. Pycha! Zapiekanie owoców wydobywa z nich to coś.

#2 Kasia, moja siostra, przyleciała na miesiąc z Nowego Jorku. Już za nią tęsknimy…

#3 Lemoniada porzeczkowa – zrobiłam swojej po spróbowaniu dobrej w Ę Rybę. Wyszła lepsza ;)

#4  Spontaniczny wypad nad polskie morze po raz kolejny upewnił mnie w przekonaniu, że wolę opalać się w Grecji albo na Malcie. Tłoczno, plaża zaśmiecona i pełna glonów, a morze piękne i zimne.

#5 Mój drugi tatuaż, maki, wykonany w DirtyLustStudio. Będzie o nim osobny wpis. Prawda, że piękny?

#6 Nie wiem jakim cudem nie odkryliśmy wcześniej frytek z Okienka, ale te z batatów rozbijają system. Klasyczne są klasą samą w sobie, grube i chrupiące. Pyszne, zwłaszcza z cytrynowym majonezem do kompletu.

#7 Upiekłam dla najlepszego z mężów 2 rodzaje muffinów i sernik na urodziny, podobno rozeszły się w kilka chwil. Przepisy już wkrótce na blogu.

#8 W Falafel Beirut zestaw „Raj na talerzu” jest teoretycznie dla dwóch osób, ale jak dla mnie najadłyby się nim 3-4. Pycha. Po zjedzeniu tego (sprawiedliwie, ja zjadłam bakłażany, a T. papryczki) toczyliśmy się do domu jak dwie kuleczki.

# 9 Dołączam, nieco spóźniona, do wyzwania 12 niecodziennych rzeczy u Kasi. Co zrobiłam w lipcu? Uczyłam się strzelać. Było to tak relaksujące i wspaniałe uczucie, że w planach są regularne treningi i wyrobienie sobie pozwolenia na broń. To uczucie, kiedy trafiasz i instruktor puchnie z dumy, a ty jeszcze bardziej jest nie do przecenienia. Może to nie wszechobecny fitness, ale co tam. Świetny sposób na stres!