Korfu, czyli greckie wakacje – warto?

Podczas rozmowy z serdeczną znajomą padło kiedyś hasło „Wiesz, jak już odwiedzisz kilka miejsc nad Morzem Śródziemnym to każde kolejne wakacje będą do siebie podobne”. Po miłych wspomnieniach z wyspy Kos, na której wypoczywaliśmy dwa lata temu wybraliśmy się na dość spontaniczny tydzień na inną, nie mniej malowniczą grecką wyspę – Korfu. Jakie są moje wrażenia? Zapraszam do lektury.

To, co nigdy w Grecji się chyba nie zmieni i czego nie lubię to straszliwy, mówiąc nieparlamentarnie, pierdolnik. O ile nie jeździsz na wyjazdy all inclusive z biurem podróży (a naszą żelazną zasadą jest unikanie ich, jeśli tylko istnieje taka możliwość), to wychodząc poza obszar lotniska zostajesz rzucony na głęboką i mętną wodę. Pan w informacji po angielsku mówi średnio, wskazując bliżej nieokreślone miejsce, że „tam gdzieś będzie autobus” i każe nam czekać na bezpośredni, który kursuje…tylko od poniedziałku do piątku. Gdybyśmy nie rzucili okiem na mapkę i nie wsiedli do innego, który zawiózł nas 2,5 km obok (gdzie czekał nas ostry marsz pod górę przez całą drogę, z plecakami na plecach – cudnie!), czekalibyśmy Bóg wie do której, lub bylibyśmy zmuszeni do skorzystania z transferu). Nawet w turystycznych miastach takich jak Korfu obsługa ma permanentny problem ze zrozumieniem prośby o podanie kanapki i wody, prawidłowym wydawaniem reszty i ogólnym brakiem sympatii do turystów, niezależnie od języka, jakim się posługują.

DSC04894 (nasza plaża - nieco wąska, ale przepiękna, piaszczysta i co najważniejsze - czyściutka!)

Niechęć i dziwne zachowanie minęło jak ręką odjął, kiedy po długiej jeździe znaleźliśmy się u celu naszej podróży – w spokojnej, położonej na północy wyspy wiosce, Arillas.  Wybraliśmy ją z dwóch powodów – bliskości pięknych, piaszczystych plaż i chęci spędzenia tygodnia w atmosferze świętego spokoju. Zawsze jest tak, że są miejscowości, gdzie jeżdżą młodsi amatorzy słońca i odpoczynku, z klubami i imprezami na plaży, a gdzieś obok jest mała, senna mieścina w której wypoczywają sami ludzie 50+. Kupujemy nocleg w takich miejscach z czystą premedytacją – mniejszy tłok, hałas, przespokojna atmosfera…

DSC05128Biały kot zwany pieszczotliwie Kotełkiem, nasz towarzysz w "Shannon's Pool Club"

W Arillas wynajmowaliśmy mały apartament z kompletem do gotowania i jedzenia dla dwóch osób, dwoma werandami, położony na wysokości 1/4 słusznej rozmiarów górki, pod którą musieliśmy wdrapać się na piechotę pierwszego dnia. Właściciele to Grek i Niemka, mili i bardzo pomocni.

Jak już pisałam, Arillas nie jest duże i 90% życia skupia się tam wzdłuż głównej ulicy i przy bulwarze obok plaży. Mamy tu trzy bary, nie więcej niż dziesięć-piętnaście restauracji i kilka sklepów typu „market”, całkiem nieźle zaopatrzonych. Oprócz tego w 1/3 pensjonatów i hotelów znajdują się baseny, często otwarte dla gości z zewnątrz. Moim odkryciem był pomysł zaskakująco prosty, ale efektowny: leżaki w wodzie. Są to zwykłe leżaki, których poziom zaczyna się na równi z poziomem basenu. Gwarantuje to bardzo przyjemny chłód i możliwość zanurzenia rąk i nóg w dowolnym momencie, nie przerywając czytania i opalania. Genialne rozwiązanie dla wszystkich opalających się, ale i tych, którzy chcą w najgorętszych godzinach schować się trochę przed bezlitosnym greckim słońcem, machając jednocześnie nogami w wodzie. Przeczytałam w ten sposób jakieś trzy książki!

DSC05075Widok po dwóch godzinach wspinania się pod bardzo, bardzo ostrą  górę - było warto.

Co do knajpek, to tak na prawdę większość prezentowała przynajmniej niezły poziom. Byliśmy w kilku i zdecydowanie zakochaliśmy się w jednej, do której później wiernie wracaliśmy co wieczór, na idealną, długą obiadokolację, która razem z karafką przepysznej Retsiny ciągnęła się jeszcze długo w noc. Restauracja swój pomysł oparła na kilku stolikach na zewnątrz, w ogrodzie, a każdy z nich oddzielony jest słonecznikami. Z przodu widać morze i wyraźnie słychać jego uspokajający szum. Dla miłośników klimatyzacji jest oczywiście opcja schowania się w środku, ale trzeba być zupełnie pozbawionym zmysłu estetycznego, żeby nie wybrać kwiatowego pola, serio! Co do dań, wszystko jest pyszne – od kleftiko do moich ulubionych grillowanych sardynek. Spróbujcie kultowej moussaki czy Spanakopity (ciasta filo ze szpinakiem), ale później przygotujcie się na siestę lub dłuższy spacer, bo jedzenie, chociaż pyszne, trzeba przecież spalić;-) Lżejszy obiad to oczywiście sałatka grecka (z prawdziwą fetą i rewelacyjnymi oliwskami) lub coś małego. Nigdy nie wybierajcie się do pizzerii albo dań w stylu „spaghetti”, bo zazwyczaj są bardzo niesmaczne. Nasza pizza była gorsza niż z mrożonki! Grecy podają też cukinię w mnóstwie wersji – nadziewaną, smażone kwiaty… zajadałam się nią, kiedy moja druga połowa próbowała Souvlaki, czyli grillowanego mięsa.

DSC05094Nasza miejscówka z widokiem na morze, w której bywaliśmy praktycznie codziennie.

Rozczulił mnie nieco kelner, który pewnego razu spytał, niepewny where are you from?, bo żadną miarą nie mógł odgadnąć, co to za dziwny, szeleszczący język, tak inny od powszechnych na Korfu angielskiego i niemieckiego. Słysząc odpowiedź bardzo się zapalił i powiedział Poland, history! Yes? , ale na tym słówku skończyły się jego skojarzenia z naszym krajem. Cóż, bycie jedynymi Polakami w promieniu kilku kilometrów dawało pewną dozę miłej i potrzebnej anonimowości. Nasi rodacy wybierali raczej lobby hotelu, w którym zaserwowano nam wyjątkowo podłe dania… więc tym bardziej nie mieliśmy motywacji, żeby ponownie odwiedzać to miejsce.

DSC05064 Dzika plaża w Afionas.

Na Korfu samochód czy skuter to rzecz niezbędna. Jeśli podobnie jak my, nie zdecydujecie się na żaden środek lokomocji, czekają was męczące wędrówki piesze, bo okolica jest zdecydowanie górzysta. Ale łazikowanie jest czasem zdrowe, a dla nas zdecydowanie było wyzwaniem. Warto wziąć ze sobą sportowe buty, bo wspinania się po krętych, ostrych ścieżkach było co niemiara. Nagroda? Dzika plaża, piękna, a na niej… zgraja przeklinających krajan, którzy przestali rzucać mięsem dopiero, kiedy pojawiliśmy się my. Smutny akcent, ale nie zepsuł nam wizyty w tym miejscu.

DSC04935Relaks na molo w Arillas

Reasumując, polecam Korfu, a w szczególności Arillas dla czytelników, którzy lubią spokój i ładne plaże. Po wakacjach została już tylko opalenizna i kilka zdjęć, które wrzuciłam do wpisu. Ale to nic – już myślimy o kolejnych :-)!

DSC05054