Kawiarnia na Bielanach! Cafe de la Poste

Uwielbiam Warszawę, miejsce, w którym  świadomie zapuszczam korzenie. Często słyszę i czytam że to miasto dla karierowiczów, wysysające energię, pędzące…

Na pewno tak wyglądają niektóre jej części, jak chociażby niesławny Mordor, w którym miałam zresztą kiedyś przyjemność pracować. Jerozolimskie i Marszałkowska tętnią życiem, tramwaje na Jana Pawła, którymi dojeżdżam do pracy suną po szynach jak szalone, ludzie ciągle gdzieś pędzą, ściskając w dłoniach papierowe kubki wypełnione gorącą kawą.

Ale miejsce, gdzie mieszkam, w niczym nie przypomina rozpędzonego centrum. Północna Warszawa, czyli Żoliborz i Bielany to ostoja spokoju. Mam kilka minut spacerem do lasku bielańskiego, rezerwatu przyrody, kilka przystanków do fantastycznej Kępy Potockiej z trasą biegową, kajakami i pasieką z pysznymi miodami.

O ile na Żoliborzu epoka dominacji banków chyba minęła (mamy tam przecież kultowy Targ śniadaniowy,rodzinna Secret Life Cafe, wege Ósmą Kolonię, nie wspominając już o mojej najukochańszej Kotłowni), całe szczęście dla spragnionych kulinarnych wrażeń mieszkańców, to Bielany spokojnie można nazwać kulinarnym pustkowiem. Nie znajdziemy tu przyczajonych kawiarni, ani hipsterskich klimatycznych knajpek, obecnych na przykład na takim Mokotowie. Nie, na Bielanach mamy głównie pijalnie piwa nie posiadające żadnych wspólnych punktów z tapbarami i mnóstwo sklepów spożywczych.

Ale znalazł się szaleniec, który postanowił otworzyć kawiarnię właśnie na Bielanach, i to naprzeciwko popularnego kościoła! Stąd właśnie nazwa Cafe de la Poste, i lokal, którego obecność zszokowała mnie pewnego dnia, kiedy biegłam do pracy. Zszokowała to dobre słowo, bo kto o zdrowych zmysłach ulokowałby lokal właśnie tu, przy placu Konferedacji, w samym sercu bielańskiej społeczności? Musiałam to sprawdzić!

kawiarnia bielany
Cafe de la Poste kawiarnia Bielany

Po kilku wizytach jestem już zupełnie pewna, że kawiarnia zasługuje na medal najbardziej sympatycznego i urokliwego miejsca w mojej dzielnicy.
Pierwsze wrażenie, kiedy byłam tam z T, które pogłębia się przy każdej wizycie: tutaj zawsze jest mnóstwo ludzi. Dowiedziałam się od obsługi, że właściciel, bardzo sympatyczny Francuz, który krząta się po lokalu, nie spodziewał się, że to, co w założeniu miało być małym bistro będzie tak popularne, że ilość stolików trzeba było potroić.

Siadając na niewygodnych krzesłach, rodem ze szkoły podstawowej, lub na parapecie wyłożonym miękkimi poduchami, mamy do wyboru wypiekane na miejscu pieczywo lub słodkości (polecam creme brulee!), kanapki. Trzeba zauważyć, że opcji bezmięsnych jest dosłownie kilka. Od niedawna pojawił się alkohol, oczywiście jest też aromatyczna kawa i lemoniada.

Moim faworytem jest jednak wybitnie pyszna deska serów, którą zajadałyśmy się z moją Magdą pewnego jesiennego wieczoru. Bagietka jest taka, jaka być powinna – świeża i chrupka, a sery, które Basia Starecka w swojej recenzji określiła z czułością wyjątkowo śmierdzącymi, są… no właśnie, śmierdzące. Czyli nie przymierzając, idealne.

Atmosfera jest bardzo luźna, przyjemna, a obsługa sprawna i sympatyczna. Bardzo często przychodzą tu rodziny z dziećmi lub/i ze zwierzętami – wszyscy są mile widziani. Dlatego bardzo polecam. Spróbuj, jak smakuje kawiarnia w wydaniu bielańskim. Pewnie spotkasz mnie gdzieś w okolicy, albo siedzącą na poduchach i sączącą herbatę, oglądającą przez okno nieśpieszne życie na placu Konfederacji. Bardzo polecam.

Cafe de la Poste

Cafe de la Poste – link
Plac Konfederacji 1
Stare Bielany