Bazar na Wolumenie – zupełnie niehipsterski

Mamy ostatnio wysyp różnego rodzaju bazarów i targów jednodniowych. Można zjeść śniadanie na żoliborskich Targach Śniadaniowych, zajść po wybitnej jakości kiełbasy do Dobrej Kiszki w Kamienicy Jabłkowskich, czy odwiedzić BioBazar. Inicjatyw jest mnóstwo. Mamy też rozliczne festiwale, mobilne foodtrucki, wege dni…

Pamiętam swój zachwyt, kiedy pierwszy raz trafiłam właśnie do Jabłkowskich. Rzeźnicy Warszawscy i Dobra Kiszka sprawili, że uwierzyłam, że istnieje jeszcze smaczne, pyszne mięso i wędliny i że nie jestem skazana na jedzenie do końca życia trzech wędlin z Lidla i Biedronki, które mają przyzwoity skład i które rotują w naszej lodówce, ale po miesiącach ich jedzenia stają się jednak nieco nudne…

Dlatego dziś ja, naczelny hipster (jak nazywają mnie czasem pieszczotliwie moi znajomi) zapraszam was do zielonych płuc Warszawy, czyli na Bielany. Może moja dzielnica posiada tylko jedną kawiarnię, dwie restauracje i tap-bar i nie jest celem wędrówek ludów na kawę, czy obiad, ale mamy też inne powody, dla których warto tu mieszkać. Z prawdziwą przyjemnością przedstawiam wam: Targowisko Wolumen!

60816_a

Targowisko to nie jedyna tego rodzaju atrakcja w okolicy, bo podobne mieszczą się m.in przy ulicy Duracza i w okolicy metra Marymont, ale moim zdaniem szkoda na nie czasu w tej notce. Na Duracza jest bardzo drogo, a Marymoncki bazarek jest za ścianą zajezdni autobusowej. Na Wolumen, bo tak nazywają go w skrócie odwiedzający, można dojechać praktycznie z każdego miejsca. Metro? Proszę bardzo, wychodząc ze stacji Wawrzyszew mamy je pod nosem. Dojazd tramwajem (33) lub autobusem (184) też jest ok.

Jest kilka powodów, dla których jestem tu regularnym gościem. Chętnie wam o nich opowiem:

1) Ceny i jakość. Nie jest to może najbardziej romantyczny wątek, bo wzorem niektórych co bardziej poetycznych blogerek mogłabym opisywać kolory, smaki i zapachy targowiska, które oczywiście, mienią się na stoiskach, ale jednym z głównych powodów, dlaczego w sobotę rano wsuwam na stopy swoje różowe adidasy i robię 1,5 kilometra na piechotę jest to, że na targowisku owoce, warzywa i chociażby jajka są zwyczajnie tańsze i dużo lepszej jakości, świeże.

2) Wybór i unikalne produkty. Uwielbiam fakt, że mogę obejrzeć tu 20-30 odmian jabłek i wybrać te, na które mam ochotę, a nie te, które wyglądają najlepiej, do czego często zmuszają mnie szybkie zakupy w dyskontach.  Pomidory, papryka – są dostępne w każdym kształcie i kolorze jaki tylko potrafisz sobie wyobrazić. Pamiętam, jak w zeszłym roku zaciekawił mnie dziwny, zielony i fioletowy chwaścik u jednej ze sprzedających – był to jarmuż, na punkcie którego szaleje dziś cała blogosfera. I już wiecie, skąd ten hipster w pierwszym akapicie notki… wcinaliśmy jarmuż, zanim było to modne ;)  Jest to jedyna osoba na całym wolumenie, która ma go w regularnej ofercie i jestem jej stałą klientką.  Prawie zawsze mogę też dostać od niej prawdziwy szpinak, który smakuje o niebo lepiej niż ten baby, sprowadzany do nas w plastikowych workach z Włoch…

3) Lokalizacja. Jak już pisałam, dojazd jest dobry z każdej części Warszawy. No, przynajmniej tej, która ma metro! Jednak ja, w sezonie wiosenno-letnim lubię zrobić sobie spacer. Jest to najczęściej niestety przechadzka w jedną stronę, bo po wizycie na Wolumenie jestem tak obładowana torbami, że wolę zdecydowanie wrócić autobusem.

59765_b(zdjęcia: http://tustolica.pl/)

Na Wolumenie, poza działem warzywnym można znaleźć też istne mydło i powidło – elektronikę, piekarnie, stoiska z ciastami, rybami, używanymi ubraniami, czy panie kwiaciarki z naręczami tulipanów. Część budek przeszła modernizację i wygląda bardzo przyzwoicie. Mnóstwo blogerów robi zakupy na Hali Mirowskiej, ale ja jakoś nie mogę się tam odnaleźć, podobnie jak mój portfel. Na pewno wybiorę się tam niedługo po sadzonki ziół, ale jak na razie, po dzisiejszej wizycie na Wolumenie zamroziłam pół jednej szuflady w zamrażalniku szpinaku , jarmużu i pietruszki – to wszystko będzie wykorzystywane w tygodniu do naszych zielonych koktajli EKO MOC. W szufladzie owocowej czekają twarde i kwaśne jabłka i mięciutkie awokado (za 1zł/szt!) z których zrobię zaraz pyszne kanapki.

Podsumowując – nie ma tu sprzedawców popijających kawę fair trade z eko kubków i zorganizowania znanego z bazarków, ale myślę, że każdy, kto szuka po prostu smacznych i różnorodnych produktów do swoich przepisów powinien odwiedzić Wolumen będąc w okolicy.

A wy gdzie robicie zakupy? :)

  • Katarzyna Ho

    Droga Pinch of Salt! Odkryłam Cię właśnie jako fankę bazaru Wolumen. Zapraszam więc serdecznie do grona, które właśnie się tworzy i chce zmieniać to miejsca na lepsze, chronić przed likwidacją i złymi trendami, takimi jak wypieranie lokalnych producentów przez pośredników z towarem m.in. z Broniszy. Kochamy żywność eko bez etykiety i na każdą kieszeń. Zapraszamy do polubienia stony fb i pomocy w nagłośnieniu, że taka grupa powstaje. Zależy nam na dotarciu, do ludzi, którzy mieszkają w pobliżu Wolumenu albo robią tu zakupy i takich, którzy na bazarze pracują. Polub, zaszeruj, zaproś – wszystko w dobrej sprawie! Oto strona: https://www.facebook.com/ProjektBazarWolumen