ALL INCLUSIVE – tak czy nie?

Jeśli podobnie jak my ostatnio, zastanawiacie się, dlaczego większość Polaków wybiera wycieczki organizowane przez biura podróży, zamiast po prostu zorganizować sobie coś samemu, przeczytajcie moją notkę na temat all inclusive, pierwszych wrażeń z tego rodzaju wyjazdu, sporządzonych przez dwójkę podróżników, którzy postanowili spróbować tego rodzaju wypoczynku we Włoszech z pewnym znanym biurem podróży.

pexels-photo-large

Jako osoba, która od niecałego roku pracuje w branży turystycznej, ale podróżuje (głównie po Europie) od kilku lat, mam już małe rozeznanie w tym, jak organizować wyjazdy. W naszym związku prym wiedzie najlepszy z mężów, który jest urodzonym kapitanem wycieczki (o tym więcej w dalszej części posta), analitykiem i organizatorem. To on zorganizował nasz pierwszy wyjazd do Pragi, 9 godzin Polskim Busem, gdzie pojechaliśmy jeszcze na studiach, gorączkowo licząc każdą koronę. Później lataliśmy sami m.in do Grecji czy na Maltę, organizując przeloty, noclegi i atrakcje.

W tym roku, z powodu różnych zawirowań zawodowych, nie mieliśmy kiedy wybrać się na wakacje w sezonie, a solidny, 10-dniowy urlop we wrześniu także nie wchodził w grę. Mnóstwo naszych znajomych korzysta z lastów i bardzo je nam polecała, więc po długim namyśle postanowiliśmy dać takiej formie podróżowania szansę chociaż raz, żeby zobaczyć, dlaczego ta forma wypoczynku jest taka popularna. Moja siostra, kiedy jest w Polsce, wyjeżdża tak praktycznie za każdym razem.

Oczywiście wyjazd wyjazdowi nie równy. Najważniejsza sprawa to rodzaj wyżywienia. Na rynku dostępne są następujące opcje:

  • OV/SC – wyżywienie własne
  • BB – „Bed and Breakfast” – śniadania
  • HB – „Half Board” – śniadania i obiadokolacje
  • FB – „Full Board” – śniadania, obiady i kolacje
  • SC – „Self Catering” – wyżywienie własne
  • ZPR/PP/ZP – zgodnie z programem lub opisem hotelu.
  • ALL – „All Inclusive” – wszystko w cenie (pełne wyżywienie i  napoje bezalkoholowe + alkohole wg szczegółowego opisu oferty np. regionalne alkohole)

pexels-photo-30469-large

Każda z tych opcji ma swoje plusy i minusy. Wyżywienie własne pozwala uniknąć monotonii hotelowego jedzenia, ale generuje spore koszty. Na Malcie zamówiliśmy śniadania, żeby trochę zaoszczędzić i przez 10 dni jedliśmy rano bardzo niesmacznie, typowe kontynentalne śniadania przygotowane dla angielskich gości, zimną jajecznicę z bekonem i kiełbaskami, do tego chemiczne napoje i gumowy chleb. Na ostatnim wyjeździe all inc, o którym będę więcej pisała w tej notce, śniadania były trochę monotonne, ale za to bardzo smaczne i świeże, plus hotel oferował takie nowinki jak mleko sojowe (alleluja! szkoda tylko, że kawa z automatu była paskudna, a za włoskie espresso trzeba było zapłacić osobno). Wisiały też informacje, że szef kuchni przygotowuje potrawy bez glutenu, bez laktozy etc, wystarczy zgłosić swoje zapotrzebowanie i coś na pewno się znajdzie. To duży plus, ale wiele bardziej tradycyjnych hoteli może mieć z tym problem.

Nasz pierwszy raz na ALL SOFT, czyli klasycznym all inclusive pomniejszonym o ciężkie alkohole generalnie zaliczamy do udanych. Na pewno duży wpływ na to miał fakt, że hotel miał wysokiej jakości jedzenie i obsługę, a także to, że w ramach tego pakietu dostępne jest również lokalne wino i zwykłe napoje. Nie mogę powiedzieć, żeby pozostała część turnusu była z tego powodu zadowolona. Wiele osób przyjechało z flaszkami kupionymi na bezcłówce i chowając je, dolewali wódkę czy whisky do bezpłatnej coli. Można i tak, ale mnie takie zachowanie wybitnie nie przypadło do gustu.

Innym ciekawym zjawiskiem było to, że pomimo bardzo szerokiej oferty (poza standami kucharzy którzy gotowali na naszych oczach włoskie specjały na tarasie, codziennie inne! był też ogromny bufet z szynkami, warzywami, ale też bezpiecznymi daniami takimi jak frytki + desery i wino), bardzo wiele osób marudziło. Jak można wybrać frytki zamiast aglio olio e peperoncino, czy makaronu z bakłażanem tego nie pojmuje nawet taki frytkożerca jak ja ;) Naszym prywatnym hitem była pani, która stanęła w kolejce do stanowiska ze świeżym grillem i głośno narzekała, że to niepoważne, dają mięso ale nie dają ziemniaków! – przypominam tylko, że byliśmy we Włoszech, nie w Polsce.

pexels-photo-131921-large

Poza jedzeniem i piciem, w naszym obiekcie do dyspozycji było kilka basenów + bar, prywatna plaża z bezpłatnymi leżakami (kamienista) + bar, kajaki, kort tenisowy, boisko do koszykówki i siatkówki. Większość turnusu wybierała leżenie przy basenie, my codziennie przynajmniej na kilka godzin wybieraliśmy plażę. Zaopatrzeni w odpowiednie buty napawaliśmy się uspokajającym szumem fal. Ponieważ był to koniec sezonu, ludzi było bardzo mało, niewiele się działo i czas płynął raczej powoli. Zaletą i jednocześnie wadą all inclusive jest jego spokój, uporządkowanie i… ramy.  Życie tak na prawdę toczy się od posiłku do posiłku. Spacerowanie jest jak najbardziej możliwe, ale nasz rezydent (tragiczny swoją drogą…) przestrzegał nas, że, ponieważ w tej części Włoch głównym pracodawcą jest mafia, bardzo mocno radzi nie zbliżać się do dużych willi położonych lekko na uboczu. Nasz ośrodek znajdował się 30km od najbliższego sklepu czy restauracji – można to było sprawdzić wcześniej i nas to nie zaskoczyło, ale wielu ludzi bardzo narzekało. Myślę, że tydzień, tak jak nasz turnus, to maksymalny czas jaki można spędzić na takim zadupiu, bo jednak w większych miastach takich jak Quawra na Malcie, czy Tropea we Włoszech chodzi się dużo więcej i przyjemniej niż drepcze dookoła ośrodka na odludziu.

Kolejna sprawa to turnus. Organizując podróż samemu nie trzeba znosić marudnych ludzi, którzy są w stanie podejść do Ciebie i zacząć narzekać, chociaż ich nie znasz i poza wykupieniem tej samej wycieczki nic was nie łączy. Czasami zdarzy się np namolna para która nie przypadnie wam do gustu, ale będzie się do was przysiadać na posiłki. Do nas uśmiechnął się los i poznaliśmy przemiłych i bardzo fajnych Leszka i Kasię, ale reszta ludzi zdecydowanie nie była kimś, z kim chciałam spędzać czas. Dla mnie ten wyjazd był restartem, relaksem, a nie potokiem narzekań.

Można wykupić sobie różnego rodzaju wycieczki fakultatywne, ale są dość drogie. Nasza 4 zdecydowała się wynająć samochód i zapłaciliśmy ułamek ceny wycieczki na Wezuwiusz, a była ona dużo spokojniejsza i chyba fajniejsza. Zamiast biegać za przewodnikiem włóczyliśmy się pięknymi ulicami Tropei i zajadaliśmy absolutnie najlepszą w świecie pizzę i lody.

Jakie jest moje podsumowanie all-inclusive w pigułce? Zobaczcie poniżej. Myślę, że kiedyś pewnie jeszcze się na taką formę wakacji wybierzemy, ale nie wcześniej, niż za 10 lat ;) Wyjazdy organizowane samemu rządzą! Też tak myślicie? Jakie macie doświadczenia w tym temacie? Dajcie znać.

PLUSY:

  • brak konieczności organizowania, odciążenie – kupujesz pakiet i niczym się nie przejmujesz
  • duży wybór i dostępność, także lastów
  • dostepność online, wcale nie trzeba iść do biura, można sprawdzić np na pintripie
  • (zazwyczaj) dość wysoki standard
  • animacje, atrakcje (jeśli obiekt takie oferuje)
  • all-inc jest teoretycznie dość tani, bo nie ma limitów na jedzenie/picie
  • możliwość poznania nowych ludzi

MINUSY:

  • cena
  • przywiązanie do miejsca i pór posiłków
  • „przymusowe” towarzystwo reszty turnusu
  • mała elastyczność takiej formy wyjazdu
  • duża schematyczność posiłków
  • Pingback: Ulubieńcy września i 12 nietypowych rzeczy – PINCHOFSALT.PL()

  • Beata Jabłońska

    Nigdy nie korzystałam i nie wiem jak to w praktyce ale wyjeżdżając na wakacje chciałabym sama sobie zaplanować jak chcę spędzić czas, co robić by był on miły :)

    • Dla niektórych to wygoda, że ktoś planuje za nich. Nie powiem, fajnie było zajadać włoskie szynki i makarony bez ograniczeń! ;)

  • gin

    O nie, nigdy! Nie wyobrażam sobie, żeby jeszcze na wakacjach ktoś mi mówił, co mam robić ;)
    My na wycieczki jeździmy sami. Najczęściej wybieramy hotel ze śniadaniem, resztę posiłków załatwiamy we własnym zakresie. Dzięki temu możliwe są całodniowe wycieczki i próbowanie lokalnych specjałów w różnych miejscach. Poza tym ci ludzie… Nie jestem zbyt towarzyska, i jakby mi ktoś tak zaczął zrzędzić… ;)
    „Wyjazdy organizowane samemu rządzą!” – piątka! ;)

    • No ja też nie, dlatego panią, która tak nam przez 15 min marudziła i rzuciła „to jest obiekt dla starych ludzi!” odpowiedzieliśmy z uśmiechem „ale nam się tu w sumie bardzo podoba” i tak ją zatkało, że dała nam spokój ;)