ABSOLUTNIE KULTOWA restauracja – Recenzja Der Elefant

Miejsce legenda, przynajmniej dla mnie, chociaż pewnie nie tylko.

Mieszkałam na studiach przez jakiś czas w pokoiku naprzeciwko stołecznego Ratusza. Pokoik był mały (i dzielony z wtedy chłopakiem, dziś najlepszym z mężów), mieszkanie stare, ale okna wychodziły właśnie na tę stronę. Poza częstymi protestami i strasznym (teraz) hałasem ludzkim i związanym z komunikacją miejską – o 5 rano budził nas pierwszy tramwaj z sygnalizacją głosową – codziennie widywałam też piękną i jak na tamte czasy absolutnie nieosiągalną restaurację, w której dzień w dzień zawsze było bardzo tłoczno.

Był nią właśnie Der Elefant, do którego, dzięki uprzejmności Zomato wybraliśmy się na romantyczną kolację w sobotni wieczór. Bardzo fajnie było porównać wyobrażenia z rzeczywistością. Trochę jak z bajki!

Recenzja Der Elefant

Recenzja Der Elefant – moja opinia na temat lokalu

Restauracja składa się z dwóch części – głównej i marketu rybnego, gdzie królują dania z owoców morza i ryb. Wybraliśmy tą drugą, trochę na przekór, bo zwłaszcza jedno z nas nie przepada za owocami morza w większość form. W końcu trzeba próbować nowych smaków, testować i rozwijać horyzonty, także te kulinarne :-)

Wystrój jest świetny – wygląda właśnie jak rybny market – w marynistycznych kolorach, cały w płytkach i ilustracjach/zdjęciach związanych z morzem. Super! Jest zupełnie niepodobny do większości otwieranych obecnie „na hipsterską nutę” lokali – które też bardzo lubię, żeby nie było. Podobają mi się schludne uniformy obsługi inspirowane rybakami i majtkami ze statku. Nie znoszę polityki stosowanej w takich „lokalach” jak Zapiecek, czy niesławny, już nieczynny Red Rooster.

Po krótkiej rozmowie z miłą dziewczyną z obsługi już wiemy, co zamawiamy i jakie weźmiemy wino. Warto posłuchać tutaj rady, bo nasze białe wino pasowało idealnie.

Recenzja Der Elefant

Karta jest krótka, ale esencjonalna – jak nazwa i stylistyka lokalu wskazują, znajdziemy tu przekrój ryb i owoców morza. Jeśli macie w swoim otoczeniu kogoś, kto za nimi nie przepada, może to zmienić wizyta w Der Elefant. Zdecydowaliśmy się na okonia z jeziora Wiktorii (najlepszy z mężów) i filet z norweskiego łososia z krewetkami i aromatycznym zielonym pieprzem (ja). Atmosfera jest swobodna, ale elegancka i bardzo polecam to miejsce właśnie na randki. Nasza była bardzo udana!

Delektując się winem, dostaliśmy przegryzałki (sałatka i pieczywo), a niedługo później na stole pojawiły się nasze dania. Zobaczcie tylko te zdjęcia. Wyglądają świetnie, prawda? I tak właśnie smakowały. Der Elefant to nie byle miejsce gdzie idziesz po to, żeby się szybko najeść i wyjść. Tutaj celebruje się posiłki i swój czas.

 

Recenzja Der Elefant

Na zdjęciu powyżej widzicie okonia, poniżej zaś lekko nieostre krewetki. Nie miałam nawet szansy zrobić kolejnego zdjęcia – chciałam spróbować tego dania JUŻ. Nie było na co czekać, obie ryby były wyśmienite. Posunęłabym się nawet do stwierdzenia (a najlepszy z mężów mnie poparł) że to najlepsze ryby jakie w życiu jedliśmy. Ten smak, ta świeżość – nie da się porównać ich do niczego. Inna sprawa, że ryby najczęściej jemy w postaci fish&chips w Ę Rybę :)

Do pysznych dań, sporych objętościowo dodajmy wspomniane już wyżej wino (nie należy do najtańszych, ale zdecydowanie warto się na nie wykosztować!) i mamy gotowy wieczór idealny. Bardzo chcieliśmy skusić się na deser, ale zwyczajnie pokonało nas danie główne. Na miłą kontynuację wieczoru obsługa zaproponowała nam kieliszek domowej wiśniówki, który muszę przyznać, stanowił miłe zakończenie wizyty.

To właśnie moja recenzja Der Elefant, któremu wystawiam zasłużone pięć na pięć gwiazdek i polecam każdemu, kto szuka wyjątkowego miejsca. Pamiętajcie też, że restauracja ma jeszcze drugą część (z inną kartą) i kapitalne patio… ale o tym w następnym wpisie!

A wy znacie, lubicie? Jakie miejsca możecie mi polecić na wyjątkowe wieczory? :)

Recenzja Der Elefant