6 rzeczy których nauczył mnie minimalizm

Jak wiecie, od mniej-więcej trzech lat zgłębiam ścieżkę minimalizmu, starając się z mniejszym lub większym powodzeniem wcielać ją w swoje życie. Minimalizm jest trochę jak religia Jedi – wymaga dyscypliny i motywacji, ale nagroda zdecydowanie jest tego warta! Dziś chciałabym wam opowiedzieć o tym, co przez te trzy lata zmieniło się w moim życiu. Zobaczcie 6 rzeczy których nauczył mnie minimalizm.

 

Centra handlowe i świątynie konsumpcjonizmu to zło!

Trochę mi górnolotnie wyszło, ale nie mogę uwierzyć, ile swojego życia zmarnowałam na chodzenie po sklepach, galeriach handlowych, Rossmanach etc. Pisała o tym Kasia Kędzierska w swojej książce, ale i ja wpadłam w pułapkę kupowania mnóstwa rzeczy, kompensacji stresów w pracy, a do tego włączyła się u mnie inflacja stylu życia – wydawałam wszystko, co do grosza, tonęłam w ubraniach i kosmetykach, a do tego marnowałam swój niezbyt duży czas wolny.

Nie demonizuję galerii (sama bywam od czasu do czasu w Arkadii, bo jest najbliżej i ma Leroy Merlin i dużego Carrefoura w jednym miejscu), ale nie są już one dla mnie miejscem do spędzania wolnego czasu, window shoppingu, czy bezmyślnego wydawania. Traktuję je zadaniowo, a po wyjściu cieszę się, że problem już mnie nie dotyczy. Jeśli czyta to osoba, która zawsze proponuje mi shopping lub spotkanie w galerii, powinna zrozumieć, dlaczego z uporem maniaka odmawiam.

6 rzeczy których nauczył mnie minimalizm

Mniej znaczy więcej

Straszna klisza to stwierdzenie, ale jednocześnie bardzo prawdziwe. Wywodzę się z domu zbieraczy, więc zawsze wydawało mi się naturalne żeby trzymać, gromadzić. Pamiętam, jak moja pierwsza szefowa, na moje naiwne pytanie, czemu na 2-3 dni bierze w podróż służbową bagaż rejestrowany i sześć par butów, robiła na poły zaskoczoną, na poły zdziwioną minę jak piastunka Brana kiedy mówiła Oh my sweet summerchild, zrozumiesz jak dorośniesz.  Buty są ważne. Tak było przez jakiś czas, ale całe szczęście zmieniło się o 180 stopni. Co prowadzi nas do kolejnego punktu…

6 rzeczy których nauczył mnie minimalizm

Minimalizm to lekkość, a lekkość jest w porządku

Mało sprzętów w mieszkaniu, brak durnostojek, mała ale fajna garderoba, czy spakowanie się bez problemu w bagaż podręczny dodaje skrzydeł. Wy też tak macie? W naszym raczej minimalistycznym mieszkaniu, nawet kiedy jesteśmy zupełnie na bakier z porządkiem (c0 zdarza się częściej, niż będę skłonna przyznać!), wystarczą dwie godziny i wszystko lśni i jest na swoim miejscu. Nie ma wazoników do wycierania, półek z książkami, czy miliona rzeczy. Miło jest wiedzieć, co się posiada i gdzie mniej-więcej to wszystko się znajduje.

Social media są fajne, ale bycie offline też jest fajne

Kontrowersyjne stwierdzenie, jak na osobę zajmującą się tematem zawodowo. Poświęcam mediom pracowym 100% czasu i uwagi kiedy jestem w pracy, ale po godzinach ograniczam się do blogów z mojej listy i Durszlaka, Instagram i Reddit. Facebook mógłby już dla mnie nie istnieć (ale za to zostawiłabym  Messengera, przydatna aplikacja). Domyślnie mam wyłączone wszystkie powiadomienia i push, więc dopóki nie odpalę aplikacji, nic mnie nie rozprasza. Bardzo fajna sprawa. Lubię takie wieczory, kiedy czytamy, kolorujemy, albo po prostu sobie dziergam, a nie przeglądam kolejne dziwne posty na Instagramie.

6 rzeczy których nauczył mnie minimalizm

Proste życie nie jest takie złe

Kolejna lekcja do której musiałam dojrzeć. Kocham wyjazdy, podróżowanie. Uwielbiam jedzenie na mieście (w końcu nie od parady nazywam się sama foodie), cenię sobie dobrą jakość, nowe doświadczenia. Ale trend życia, bardzo związany z minimalizmem, czyli simple living/proste życie pociąga mnie coraz bardziej. Zamiana części dalekich wojaży na motocykl i lokalne podróże po Polsce (w tym oczywiście częste odwiedziny Siedliska na Wygonie), częste weekendy w różnych częściach kraju. Jeżdżenie na rowerze, spacerowanie, różnego rodzaju projekty takie jak nauka robienia na drutach…To wszystko sprowadza się do próby życia prościej, z mniejszą ilością bodźców, co oznacza też mniej stresów, więcej na koncie.

Życie po swojemu jest cudowne

Minimalizm zmusza do wychodzenia ze strefy komfortu. Nie jestem jedną z tych osób, o których wszyscy wiedzą, że określa się jako minimalistka bo cały czas o tym mówi (w przeciwieństwie do większości wyznawców paleo i cross-fitowców, jak głosi stary dowcip), ale zawsze chętnie wchodzę w dyskusje, nawet, jeżeli zazwyczaj kończą się one dziwnymi spojrzeniami. Na zaczepki, które namiętnie stosuje pewna członkini naszej rodziny „taaak tacy bogaci jesteście, że nie chcecie rzeczy ode mnie (przez rzeczy rozumiemy ubrania w których nie będziemy chodzić, jedzenie pełne laktozy, czy dziwne filiżanki)?” zwyczajnie już nie reaguję, bo szkoda na nie mojego czasu i energii. Minimalizm to także inwestycja w siebie i najdroższych, najbliższych ludzi i to właśnie robię – dla przyjaciół jestem w stanie poświęcić wiele, ale złośliwa ciocia ze strony męża nie robi na mnie najmniejszego wrażenia, bo nie jest przecież częścią mojego życia.

A co wam dał minimalizm? Napiszcie w komentarzach!

 

6 rzeczy których nauczył mnie minimalizm

 

  • Ja tam lubię od czasu do czasu centra handlowe, głównie za długie godziny otwarcia:P Że mogę tam na szybko wpaść i kupić to co chcę, po przemyśleniu i przejrzeniu tego co oferuje przez internet. Ogromny plus za coraz szerszą ofertę np. kosmetyków naturalnych w centrach handlowych. :)

    Życie po swojemu to najlepsze :)
    Co mi daje minimalizm? To, że wiem co ubrać bez zastanawiania się, łatwo pakuję się na wyjazd czy to weekendowy czy tygodniowy. Szybko mogę sprzątnąć mieszkanie. Odpoczywam, gdy nie ma w zasięgu oczy za dużo rozpraszaczy. Mam czas na to co lubię: sport, spacery i spotkania z ludźmi na których mi zależy :)

    • Dla mnie największym problelem jest to, że to straszny pożeracz czasu:) Ale to prawda, wygodnie mieć wszystko w jednym miejscu.

      • Pewnie tak, ale jak się rzadko tam chodzi to nie ma problemu. Czasami wpadam raz w tyg. na 15 min.