10 rzeczy których (jeszcze) o mnie nie wiecie!

Popularny swojego czasu tag znajdował się na wszystkich blogach, od kulinarnych po kosmetyczne. Lubię takie posty, bo pozwalają spojrzeć na prowadzących blogi z zupełnie innej perspektywy, poznać często żartobliwe i urocze cechy blogerów, o których nie piszą w postach stricte przepisowych. Cenię sobie to konkretne podeście, ale czasem lubię też zanurzyć się w gawędy, opowieści, takie, jakie zawsze można znaleźć u Liski czy dziewczyn z Burczy mi w brzuchu. Kilka ciekawostek o mnie, które, być może, zaciekawią was w jakiś sposób :)

1. Pisałam już o tym w sekcji o mnie, ale zanim wylądowałam na studiach w Warszawie (uświadomiłam sobie właśnie z pewnym zaskoczeniem jak dawno to było…), nie potrafiłam gotować i rodzice, zwłaszcza mama, utwierdzali mnie w tym przekonaniu. Razem z samodzielnością i szybkim zamieszkaniem z moim chłopakiem, który dziś jest moim mężem (i kiedy piszę tą notkę, spogląda na mnie bystro przez klasyczne okulary w grubej oprawie) i choruje na nadciśnienie nauczyłam się wiele o ograniczaniu soli i zdrowym żywieniu, a także przekonywaniu niejadka wychowanego na schabowych i tłustym, polskim jedzeniu, że warzywa gotowane na parze są pyszne, a obiadem bez mięsa da się najeść. Odniosłam sukces – odżywiamy się stosunkowo zdrowo, a ja już dawno przegoniłam kulinarnie moją mamę o lata świetlne ;-)

2. Gdyby jedzenie w kółko tego samego nie byłoby niezdrowe i tuczące, żywiłabym się wyłącznie chrupiącymi francuskimi bagietkami z różnymi rodzajami serów na zmianę z awokado z pieprzem i czosnkiem niedźwiedzim.

3. Nadmiar kalorii spalam na zajęciach – najczęściej podnoszę sztangi, czasami biegam albo chodzę na cross treningi. Dużo spaceruję.

4. Nie pracuję w branży związanej w żaden sposób z moimi studiami, czy hobby. Często za to słyszę że moja branża uzasadnia bycie dziwnym i wyróżniającym się, bo to oznacza kreatywność. Ha.

5. Jedynym fast-foodem, na jaki sobie od czasu do czasu pozwalam, jest pizza z naszej lokalnej, bielańskiej pizzerii La Verony (znacie? polecam!). Z zasady nie jadam w sieciach typu Mac czy KFC. W drodze wyjątku mogę tam zajść na lody i kawę, ale to wszystko. Nie znoszę kebabów.

6. Uwielbiam cydr Lubelski, idealna proporcja bąbelków, słodyczy i alkoholu. Jest dużo lepszy niż wytrawne cydry z UK. Gdyby nie konieczność chodzenia do pracy, treningów i dbania o bilans kaloryczny piłabym go zamiast zielonej herbaty.

7. Bielany to nie dzielnica, to styl życia… Uważam, że północ Warszawy jest najlepszym miejscem do życia – mamy tu metro, dobrą komunikację, mnóstwo zieleni i niedaleko chociażby do Kampinosu. Szkoda tylko, że na razie jest tak mało knajpek i lokali – ale i to się powoli zmienia.

8. Moje (nowe ;-)) nazwisko ma hiszpański źródłosłów i bardzo je lubię.

9. Chciałabym zwiedzić wszystkie kontynenty, no, może poza tymi, na których jest bardzo zimno. Uwielbiam podróżować!

10. Zawsze byłam strasznym uparciuchem, buntownikiem i kolorowym ptakiem… na starość chyba łagodnieję i robię się zdecydowanie spokojniejsza. Od niedawna zostałam blondynką i chyba nawet to lubię;-)

10998036_408990569268069_34982623070862577_n